środa, 31 października 2012

11. It’s only half past the point of no return


~ PINK - GLITTER IN THE AIR  ~

* Cherry *

Śmierć Glimmer podziałała na nas jak kubeł zimnej wody. Wtedy dopiero zdaliśmy sobie sprawę z tego, że jesteśmy tu by umrzeć. Do tej pory podświadomie nawet nie dopuszczaliśmy do siebie myśli, że ktoś bliski będzie musiał nas opuścić.
Ellie straciła rozum. W ciągu pięciu dni podjęła 6 prób samobójczych, z czego ostatnia skończyła się niemal tragicznie. W ostatniej chwili Zayn złapał ją za nadgarstek.
Urwisko było bardzo wysokie.
A co ze mną? Też mi ciężko. W nocy nie mogę spać, a w dzień normalnie funkcjonować. Cały czas mam przed oczami jej ciało leżące w kałuży krwi, oczy zachodzące mgłą, bezwładnie rozchylone usta..
Jednak ostatnie słowa Glimmer dały nam szanse na przeżycie. Bunt. Rebelia. Powstanie.
Czuję się w stosunku do niej zobowiązana. To była jej ostatnia wola, więc zrobię wszystko, żeby ją wypełnić.
Zaczęliśmy już przedwczoraj. Jak na razie przeciągnęliśmy na swoją stronę dwie dziewczyny, w tym Cher, i troje chłopaków. Jednym z nich jest Justin. Nie mam głowy teraz do tego, w jakiej dziedzinie inni zabłysnęli. Ale to ci z tej grupy, których tyłki warte są paręnaście milionów. Zdołaliśmy znaleźć nawet Liama i Niall'a, co dało nam porządnego kopa na przód. Zaczęłam naprawdę wierzyć, że Harry, Jane i Louis też do nas dołączą.
Że wszyscy będziemy razem, jak w te piątkowe wieczory, gdy gromadziliśmy się u nas w domu. Beztroskie żarty Louisa, telewizor cicho gadający obok, ciepłe kakao. Za tym tęsknie najbardziej.
Czuję się najbardziej zaangażowana w sprawę z buntem. Inni też są strasznie zapaleni, ale boje się że tylko tak sobie gadają. Ja mam już na tym punkcie obsesję. Codziennie budzę się z uśmiechem na ustach, bo w śnie katowałam Josha i innych organizatorów igrzysk. Sama siebie już nie poznaje.
- Przyniosłem te kamienie – Niall po cichu zaszedł mnie od tyłu, położył zdobycze u moich stóp i przykucnął na powalonym konarze drzewa. Przez dłuższy czas nikt się nie odzywał, a w powietrzu było słychać tylko szumienie drzew i moje pocieranie krzemieni o gałęzie.
W końcu Niall chrząknął. Potem drugi, trzeci, dziesiąty raz. Nie podnosiłam nawet głowy, przecież na rozmowę straciłabym za dużo czasu. Jest jeszcze tyle rzeczy do zrobienia, a zegar tyka, powoli i nie ubłagalnie zbliżając się do godziny naszej śmierci.
- Ile jeszcze zamierzasz nas tak ignorować? - wstał, czekając na moją reakcje. Najpierw mówił po cichu, jakby ze skruchą, ale potem zaczął krzyczeć – co myśmy ci zrobili?! Traktujesz nas jak idiotów. Myślisz, że my się nie staramy?! Przecież wiesz że to wszystko nie będzie tak hop siup.
Chyba przypomniał sobie o tym, że nasz bunt to tajemnica, a przecież to wszystko oglądają organizatorzy, bo zamilkł nagle i nerwowo zaczął się przechadzać w tę i z powrotem.
Nadal się nie odzywałam. Bo niby co mam powiedzieć? Tak, jestem psychopatką. Nie chce żebyśmy umarli, więc robię wszystko żeby się stąd jak najprędzej wydostać.
Nie zniosę już tej presji. Każda chwila, ułamek sekundy może być moim ostatnim. Gdy idę gdzieś, nie zrobię dwóch kroków bez ciągłego oglądania się przez ramię i nadstawiania uszu na każdy, najmniejszy szelest listków.
Nagle Niall przykucnął tuż przede mną i otarł mi coś z policzków. Aha, więc się rozbeczałam. Jak zwykle moja bezsilność musi wyłazić na wierzch właśnie w momentach, w których chce zgrywać twardą, zimną sukę.
Nie myśląc za wiele, szybko go objęłam i szlochy jakoś same zaczęły wychodzić mi z gardła. Chce żeby powiedział, że wszystko będzie dobrze, będziemy cali zdrowi i szczęśliwi, już niedługo. Cały ten koszmar się skończy, a igrzyska staną się tylko głupim wspomnieniem.
- Cichutko, spokojnie.- Niall również mnie objął, ale silniej. W tym uścisku czuję się o wiele bezpieczniej niż wcześniej. Chciałabym już w nim zostać, przezimować złe czasy i obudzić się w ciepłym, domowym łóżku – Uda nam się. - wyszeptał tak, aby nikt inny oprócz mnie tego nie usłyszał.
Po godzinie wróciliśmy do naszego obozowiska. Jak za dawnych czasów, trzymając się za ręce. Dłoń Nialla była taka ciepła, delikatna..
kojarzyła mi się z domem.
Przyłapałam się na tym, że nawet się uśmiecham. Tak po prostu, sama z siebie. Gdy zauważyłam ten fakt, jeszcze bardziej zaczęłam się szczerzyć. Po tym jak Niall przełamał barierę dzielącą mnie i ich, którą tak naprawdę tworzyła tylko moja psychika, poczułam się o wiele lepiej. Myślałam, że wszystko co łączyło naszą ósemkę powoli umiera, przez to całe zamieszanie. Dziękuję Ci Boże, że to były tylko moje chore domysły.
Im bliżej nam do obozowiska, tym bardziej słychać harmider i rozmowy. Świetnie. Kompletnie zapomnieli o tym, gdzie są.
Przyśpieszyłam kroku, puściłam dłoń Nialla i przemierzyłam ostatnie metry lasu biegiem. Są głośno, a ja będę jeszcze głośniejsza gdy tam wpadnę. Od razu odechce im się rozmów.
Wbiegłam na środek obozowiska, a wszyscy ucichli gdy tylko mnie zobaczyli. Ja im dam, żeby mi tu..
Zaraz.
Zamiast ośmiu osób, przed jaskinią siedzi trzynaście.
Trzynaście żywych, uśmiechających się osób.
Ogarnęłam szybko wszystkich wzrokiem. Demi, Taylor...
- Jane.. Louis..?
Nie wierzę. Po prostu nie wierzę.
Rzuciłam się na nich jak głupia, a oni na mnie. W rezultacie wylądowaliśmy na ziemi. Potem dorzucił się na naszą kupę mięcha jeszcze Niall, tak samo uradowany odzyskaniem przyjaciół.
Wszystko schodzi na właściwy tor. Horan się nie mylił.
A potem usiedliśmy razem w kręgu i czułam się tak, jak w tamte sobotnie wieczory.
Ale kogoś brakowało. Ta część mojego serca, która należała do niego, była cała poskręcana, wymiętolona i wciąż krwawiła.
Harry'ego nie ma.
Nie widziałam go przez cały pobyt na arenie. Wiem tyle, że żyje – jego zdjęcie ani razu nie wyświetliło się na 'paradzie poległych'. Ale co jeśli właśnie kona w męczarniach w jakimś dole w lesie?
Nie. Nie mogę tak myśleć. Harry ma się dobrze i na pewno znajdziemy go już niedługo. Albo on nas.
- Cherry, chodź się przejść. - Jane stanęła nade mną i podała mi rękę. Chwyciłam ją i wstałam z ziemi, a potem poszłam za nią do lasu.
Nie oddalałyśmy się daleko. Poszłyśmy tylko nad strumyk, ale w takie miejsce, z którego widzimy ludzi i obozowisko. Prawda jest taka, że cholernie się bałyśmy, a najzabawniejsze jest to, że niby nie mamy czego. Wszyscy trybuci są z nami.
Ale nadal nie zapominałyśmy o organizatorach, którzy są naszymi największymi wrogami.
- Słuchaj, um.. - język zaczął mi się plątać. Wiem, że Jane powinna wiedzieć, ale nadal nie oswoiłam się z tą sprawą i ciężko mi o tym mówić – Glimmer, ona..
- Wiem – przerwała nagle, spuszczając wzrok.- Dowiedziałam się zanim wróciłaś z Niallem.
Nie chcę rozmawiać na ten temat. Na samą wzmiankę o jej śmierci poprzewracało mi się w żołądku, a oczy znowu się zaszkliły. Chyba pięćdziesiąty raz dzisiaj.
- Zayn mi wszystko opowiedział.. co mówiła ona.. i Ellie. Jej, jak ją zobaczyłam się rozpłakałam. Wszyscy wyglądamy okropnie, ale El jakby miała się zaraz rozsypać. - przerwała na chwile, bo głos zaczął się jej łamać – Pamiętam jak w piątkę spędzałyśmy każde popołudnie.
Ja, Ellie, Jane, Glimmer i Lilie. Kiedyś wszystkie byłyśmy nierozłączne i cały czas spędzałyśmy razem. I te wszystkie chwile nadal tkwią w mojej pamięci. Zwykle powracają wieczorem i wtedy płacze, że to już nie wróci.
Wszystko skończyło się gdy naszą trójkę odkryła Andrea. Tego samego lata Lilie wyjechała do Włoszech z rodzicami na stałe, a rok później Glimmer też wyrwała się z naszego małego miasteczka, bo sławny projektant przyjął ją na staż.
Skype i telefony nie wystarczyły. Wszystko się dokumentnie rozpadło.
Minęło pełne dwadzieścia cztery miesięce, podczas których całkowicie wrzuciłyśmy się w wir pracy. Zespoł, zespół i jeszcze raz zespół. Aż nagle ni stąd ni z owąd Glimmer zadzwoniła i prosiła o spotkanie. Została u nas na miesiąc, bo strasznie ją namawiałyśmy.
Brakowało nam tego wszystkiego.
- Myślisz że od kiedy one dwie.. no wiesz?
- Od dawna. Bardzo dawna. Ale wydaje mi się, że przekonały się że to coś poważniejszego dopiero wtedy kiedy Glimmer do nas przyjechała. Wtedy Ellie zachowywała się jakby była w siódmym niebie, każdą chwile spędzała z nią.- zamilkłam, zastanawiając się nad sensem swoich słów – I dzień przed tym jak nagle się spakowała i wróciła do Mediolanu strasznie się pokłóciły, pamiętasz? Obie tak płakały, że myślałyśmy, że coś strasznego się stało. I to się stało tego dnia, kiedy ty ja wyszłyśmy na zakupy.
Nawet samą mnie dziwi ten kryminał, który wysnułam. Tak czy inaczej orientacja nie jest teraz ważna.
Ważne jest to, że Glimmer już nie wróci, a Ellie z dnia na dzień trzyma się gorzej.
- Myślisz, że organizatorzy teraz tego słuchają? - zapytała cicho, po chwili przerwy.
- Ba, nawet cały świat. - powiedziałam specjalnie głośniej – I gówno mnie to obchodzi.
Przeskoczyłyśmy na temat jutra. Wszyscy już wiedzą, że chcemy wszcząć bunt. Wiedzą też, że za dwanaście godzin staniemy gotowi do starcia i uzbrojeni po zęby rzeczami z rogu. Zdają sobie sprawe również z tego, że w ogóle nie ćwiczyliśmy ani nie przygotowywaliśmy się. 'Walka' będzie dla nich bułka z masłem.
Ale to nasza jedyna szansa. I wydaje mi się, że tak czy siak jutro zginę.
To śmieszne, ale nawet się tym nie przejmuje. Wszystko się ze mnie spompowało, całe życie wychodzi mi przez rany na ciele i duchu. Jedyne czego chcę to to, żeby inni byli ze mnie dumni. Że babcia z dumą powie, że Cherry Night była jej wnuczką. Nie ta piosenkarka, tylko dziewczyna która postanowiła się sprzeciwić.
Chociaż wolę, żeby żaden z mojej rodziny nie włączał jutro telewizora. Oraz żaden mój fan...oni przecież też są dla mnie strasznie ważni i traktuje ich jak swoich bliskich. Nie chce żeby płakali.
W końcu podniosłyśmy się z zimnej ziemi i wróciłyśmy do obozu. Zayn jak tylko nas zobaczył od razu rozpromieniał, chwycił Jane w objęcia i zabrał na drugi spacer.
Sama poczułam, że się uśmiecham. Może mają mało czasu żeby nacieszyć się sobą, ale zawsze jest to coś. Ile ja bym teraz dała, żeby Harry tu był?
Cały czas o nim myślę. A gdy tego nie robię, to o nim mówię. W kółko.
Mam złe przeczucia, ze stało mu się coś bardzo złego. Codziennie wysyłamy kolejne patrole, żeby szukały pozostałych żyjących trybutów. A teraz tymi 'pozostałymi' jest tylko Harry, który zapadł się pod ziemie.
Do zmierzchu prosiłam ich, żebyśmy zaczekali z tą wyprawą zbrojną jeszcze chociaż jeden dzień. Cały czas łudziłam się, że może w tym czasie On się znajdzie. Wparuje do obozu z tym swoim wiecznym uśmiechem, spojrzymy na siebie i padniemy sobie w objęcia.
Jaka ja jestem głupia.
- Dobra, powtórzę to ostatni raz – na poważnej twarzy Liama tańczyły światła rzucane przez ognisko. Był bardzo spokojny w porównaniu do innych, co bardzo mi imponuje. Nachylił się w moją stronę i zaczął szeptać mi do ucha. Ja miałam powtórzyć osobie siedzącej po mojej prawej, a ona kolejnej. Niby miało to odseparować nas od organizatorów..ale oni i tak dokładnie wiedzieli o naszych planach - Wstajemy o świcie. Oczywiście na noc wystawiamy trzy warty po dwie osoby, które będą się zmieniać. Jak już wcześniej ustaliliśmy będzie to Taylor ze mną, Bennett z Liz i Ty z Niallem. Gdy słońce zacznie wschodzić idziemy do rogu obfitości i bierzemy stamtąd to, co potrzebne. Potem staniemy przed platformą która nas wyniosła na arenę i.. i poczekamy na nich.
Niby postaram się zapamiętać to co Liam mówi, ale jestem zbyt zmęczona żeby trzeźwo myśleć. Więc powtórzyłam piąte przez dziesiąte co powiedział, mając nadzieje że potem inni sprostują moje niedomówienia.
Cały ten plan jest godny ekipy Scooby-doo, ale nie da się wymyślić lepszego. A organizatorzy i tak wiedzą co jest grane. Albo chcą mieć dobre nagrania ostatnich chwil sławnych dzieciaków przed ich skatowaniem, albo nie czekając zaatakują za pięć minut. Już nie wiem co byłoby lepsze.
Siedzieliśmy przy ognisku jeszcze jakieś dwie godziny. Każdy był dla siebie taki serdeczny.. zapominając o tym, że wśród nas siedzi zabójca Glimmer. Właśnie dlatego Ellie stała z boku, wodząc nieufnym wzrokiem po twarzach wszystkich osób. Sama czuje się z tą sprawą paskudnie, a co dopiero ona.
W końcu Liam zarządził pójście do łóżek. O ile trawę i kłodę pod głowe można nazwać łóżkiem.. ale nikt nie narzekał. Wszyscy za bardzo byli pochłonięci myślami o jutrzejszym dniu.
Gdy tylko każdy usadowił się na ziemi wybuchłam wielkim, niekontrolowanym płaczem. Cały czas zatykałam sobie buzię ręką, byleby tylko nikt mnie nie usłyszał. Nie miałabym siły na tłumaczenia, chociaż wszyscy i tak wiedzieliby o co, a raczej kogo chodzi.
Harry.
A potem łzy ukołysały mnie do snu, czyli krainy gdzie wszyscy są szczęśliwi i bezpieczni.

* Niall *

Fajnie. Dopiero usnąłem, a ci już mnie budzą.
Bennett potrząsał mną jak wariat, a gdy wreszcie otworzyłem oczy miałem ochotę mu przywalić. Ale gdy zobaczyłem jego łzy, które lśniły w świetle księżyca, zamknąłem jadaczkę i w ciszy poklepałem go po ramieniu.
Liz obudziła już Cherry, która siedziała na kłodzie przy żarzącym się ognisku. Patrzyła się tempo na zwęglone drewno, a gdy siadłem obok niej nawet nie podniosła wzroku. Objąłem ją i przysunąłem do siebie, żebyśmy trochę się ogrzali. W dzień jest tu bardzo gorąco, ale noce na ogół są chłodne.
Wiem, że Cher twierdzi że potrzebuje ciszy. Ale wiem też, że taka motywująca gadka bardzo ją uspokaja. Tak pragnie dobrych wieści, że gdy już jakieś usłyszy przylega do nich całą duszą.
- On ma się dobrze. Stąd do rogu jest szmat drogi.. jak będziemy tam szli na pewno go znajdziemy. Zobaczysz.
- Też w to wierze, Niall. - powiedziała cicho, ściskając moją rękę – Nawet nie wiesz jak bardzo.
Nie płacze, ale chyba z tego powodu, bo nie ma już na to sił. Teraz jej twarz jest całkowicie pozbawiona emocji – jak będę miała okazje, zabije ich wszystkich.
- Okeeeej – zaśmiałem się – ale uważaj na fryzurę.
Szturchnęła mnie łokciem w bok też się uśmiechając. No chociaż tyle.
- Oj Horan, burczy ci w brzuchu?
- Uznam to za pytanie retoryczne. Od początku wejścia na arenę mój żołądek wydaje takie dźwięki...człowiek je teraz 10 razy mniej niż powinien, czyli ja jem 20 razy mniej.
Udało mi się nawet z nią pożartować. Robiłem wszystko, żeby tylko przestała się zadręczać. Jak teraz się rozsypie, to klapa.
Gdy zaczęło się przejaśniać obudziliśmy resztę. Omówiliśmy jeszcze plan i od razu wyruszyliśmy. Nic ze sobą nie zabieraliśmy, bo czy wygramy czy nie, i tak tu nie wrócimy.
Nie było żadnego krwiożerczego podkładu muzycznego, podniosłej chwili gdy wszyscy kroczą na bój przez las ani nic z tych rzeczy. Po prostu szliśmy i od czasu do czasu wymienialiśmy się jakimiś uwagami. Nic więcej.
Wlokłem się z tyłu z chłopakami, potykając co chwile o własne nogi. Rozmowa cały czas schodziła na tor Harry'ego..wszystko było inne bez niego, a my nie byliśmy sobą. Louis nie żartował, Liam się nie mądrzył, Zayn nie gadał o swojej buźce a ja o żarciu. Czułem się jakby zabronili mi oddychać.
Słońce górowało, więc wybiło już południe. Wtedy wszystkie rozmowy ucichły, bo z lasu wyszliśmy na polane. Od rogu dzieliło nas parę metrów.
I dopiero teraz zaczęło do mnie docierać, jaką wagę ma cała ta sytuacja. Po mojej pewności siebie i spokoju nie było już śladu.
Liam kazał każdemu wziąć to, co uważamy za słuszne. I oczywiście nie miałem pojęcia, co wybrać.
Jako ostatni wyciągnąłem z rogu jakąś kolczastą maczugę i dołączyłem do reszty. I tak nie będę umiał jej używać ani nie będę wstanie kogoś zaatakować. To jest nieludzkie.
Stanęliśmy ramie w ramie, w równej linii i jak zastęp żołnierzy powoli zbliżaliśmy się do platformy która wyniosła nas na arenę. Mam wrażenie, że oni po prostu nas zignorują i nie wyjdą nam na spotkanie. Zmuszą nas do tego żeby tu zostać i pozabijać się nawzajem.
Kiedy byliśmy już blisko szarego wzniesienia, usłyszałem za sobą śmiech.
Kątem oka zerknąłem w bok. Wszyscy się zatrzymali i mieli tak samo przerażoną minę, jak ja.
Zaczyna się.
Odwróciłem się chyba jako jeden z pierwszych. Włos zjeżył mi się na karku, a paznokcie tak wcisnęły w skórę, że chyba zaczęła krwawić.
- No, no, no – dwaj faceci ubrani na czarno stali na dachu rogu obfitości. Wśród nich był Josh, chłopak, który omal nie zabił Cherry, z Harrym leżącym u jego stóp – Miło was widzieć, nędzna grupko wojowniczków.
Tuż przy linii lasu stał szereg mężczyzn. Byli ubrani w jakieś łachy, a w rękach mieli pałki i zwykłe ostrza. Spodziewałem się raczej gości w garniturkach i z pistoletami.
- Inaczej się umawialiśmy. Nie ładnie nie wykonywać naszych poleceń. Ale skoro nie chcecie pozabijać się sami, my to zrobimy. Wasz wybór – Jane wydała z siebie zduszony pisk, co tylko rozbawiło Josha – poprzedzając wasze pytanie moi drodzy, nikt po was nie przyleci. Nie wpadną i nie krzykną 'stój, policja!'. Przykro mi. - zaśmiał się chłodno – oj, biedna, biedna Cherry. Gdybyś tylko widziała swoją minę, suko. I wiedz, że to twoja wina. Gdy tylko dowiedzieliśmy się o tym, że jesteś głównym organem tego waszego powstania, znaleźliśmy twojego kochanego pedałka i torturowaliśmy za twoje błędy. Nie ładnie.
Cherry zaczęła krzyczeć, kląć i chciała rzucić się do przodu, ale Louisowi udało się ją przytrzymać. Ale kiedy go kopnął, sam Tomlinson nie wytrzymał. Liam musiał utrzymać ich oboje.
- A ty, blondyno ? - odezwał się mężczyzna w czarnej kominiarce - Kto to widział, żeby jakaś homo była gwiazdą? Mogłybyście oszczędzić sobie czułości na arenie. Chociaż, miło było zabić Glimmer. Rozdzieliliśmy zakazaną parę, a widzowie pewnie byli zachwyceni. Gdybyś tylko widziała jej minę, jak wbiłem jej nóż w szyj..
Nie dokończył, bo strzała z łuku Ellie przeszyła jego tętnice.
I wtedy zaczęliśmy biec. Tak jak oni. Wszyscy rzucili się do boju oprócz Josha, który nadal z drwiącym uśmieszkiem tkwił przy Harrym.

* Harry*

Leżałem na łące, pod dużym drzewem z różowymi liśćmi.
Kwiaty kwitnącej wiśni. Zawsze chciałem mieć takie za oknem.
Nagle zza krzaków wyszła Cherry..zaczerwienione policzki, różnokolorowe oczy i rozwiane włosy. Obrazek, który śni mi się po nocach.
Chciałem się poruszyć, ale nic z tego. Ciało dalej było sparaliżowane, a ja tkwiłem na tej trawie.
Zaczęła powoli się zbliżać, ale nagle jej twarz przybrała całkowicie inny wyraz. Była zrozpaczona, jakby ktoś nagle kopnął ją w brzuch.
Trawa zmieniła się w szarą posadzkę, ptak, siedzący na moim ramieniu w czyjś but, a ciche szumienie lekkiego wiatru w krzyki i zawodzenie.
To znowu się stało. Już ciężko odróżnić mi moje urojenia od rzeczywistości.
Zacząłem kręcić głową jak najszybciej umiałem, co sprawiło mi straszny ból, ale nadal potrząsałem lokami dając jej do zrozumienia, żeby się wycofała. Gdy Josh się odwróci. Gdy ją zobaczy.
Wtedy umrze, tak jak ja umieram w tej chwili.
Ale zauważył. Nie miałem siły nawet krzyknąć, poruszyć palcem czy zajęczeć. Po prostu patrzyłem, jak się do niej zbliża i jak chce zabić cały mój świat.
A wtedy usłyszałem dźwięk tłukącego się szkła. Cherry leżała obok mnie, uśmiechała się, ale z jej ust leciała krew. Czyli umrzemy. Razem.
Ktoś mnie podniósł i powiedział, ze wszystko będzie dobrze.
****

WITAJCIE LUDY ME, OTO PRZYBYWAM NA MOIM WIERNYM RUMAKU!
DZISIAJ HALLOWEEN! Mówię ojcu : ej tato, jak cie przestraszę to kopsniesz to coś słodkiego? a on na to : no to powodzenia. więc dwie godziny potem przychodze zapłakana i mówie :' jestem w ciąży. HAHAHAHAA SUCHAR TIME! ' biedaczyna aż dał mi całe opakowanie biedronkowych cuksów, ah XD
ano, dziś środa, i czekam jak na szpilkach do 21. ciekawe, co to za wiadomość od chłopców.. JEŚLI KONCERT, TO GWARANTUJE WAM ŻE AVICII SIĘ POSRA :D
dobra, a teraz przejdźmy do interesów. A WIĘC OBWIESZCZAM WAM, ZAPRAWDĘ, ŻE IGRZYSKA DOBIEGŁY KOŃCA! kretyni wracają do domu żeby przez dwa następne rozdziały zwijać się w spazmach bólu i goryczy, a potem być jeszcze głupsi niż ustawa przewiduje. to taki prolog xd
+ co do przyszłych rozdziałów, będę w nie wplatać wspomnienia Ellie, bo jej historia też musi mieć swoje pięć minut w tym opowiadaniu.
szczerze mówiąc temat igrzysk też aż do wyrzygania mnie męczył, bo na początku myślałam ' ojej, cóż za sjupa pomysł dziewojo, to na pewno będzie strzał w 69wiątkę', ale teraz widze tego konsekwencje. bohaterowie będą zmęczeni nie tyle co fizycznie a psychicznie, i zanim wszystko wróci do normy  musi troche minąć. ale jakoś damy rade : ) 
okej kończe moje zrzędzenie, bo pewnie nie chce wam się już tego czytać. więc BYWAJCIE MOI MILI ! :D




sobota, 29 września 2012

10. It's always darkest before the dawn


Od Zayna tak śmierdziało, że było go czuć w całym lesie. I gdzie ten jego niezawodny antyperspirant, sprawdzający się w każdych okolicznościach? Przez ten odór nie tylko wywęszą nas dzikie zwierzęta, ale i trybuci.
- Malik, naprawdę nie mogłeś zająć się swoją higieną rano? - szturchnęłam go w ramię i od razu tego pożałowałam. Po jego rękach spływają hektolitry potu.
- Ja przynajmniej nie chciałem marnować zapasów wody jak ty. - odgryzł się przecierając czoło – ale nie martw się, też nie pachniesz najlepiej, więc witaj w klubie.
- Hej, mogłeś pójść nad jezioro. - powiedziałam, a gdy już otwierał buzie żeby protestować dodałam - i nic mnie nie obchodzi to, że jest daleko od dziupli.
Trudno, zrzucę nasz pot na temperaturę, bo w słońcu jest z 40 ileś stopni, a dopiero mamy 11 godzinę. Jak znajdę jakieś gniazdo, od razu rozłupie pierwsze lepsze jajko na kamieniu, który nie jest w cieniu i wreszcie zjem jajecznice. Z taką temperaturą nawet będzie przypieczona.
Dziś rano Zayn uparł się na 'wyprawę badawczą'. Strasznie chciał wczuć się w role Katniss i ustrzelić kilka wiewiórek, celując niezawodnie w oko zwierzyny. Fajnie że jako broń ma kamyk, a ona pierwszorzędny łuk, ale pozwólmy czuć się Malikowi like a boss.
Drugi cel którzy mu przyświecał o wiele bardziej podszedł mi do gustu.
' Poszukamy reszty, co ty na to? '
Znalezienie mojej 'drużyny' w nienaruszonym stanie byłoby dla nas spełnieniem marzeń. Wiem, że raczej nie będzie to proste, ale wiem też że żaden z nich nie zginął. Każdej nocy wyczekiwałam ze ściskiem żołądka na prezentacje poległych, ale na szczęście nie widziałam wśród nich twarzy moich przyjaciół.
- Ej Cher, nie zastanawiałaś się kiedyś nad tym, że.. ta arena się gdzieś kończy? Czemu po prostu nie spróbujemy..
- W książce było pole siłowe, więc tu pewnie też jest. - przerwałam mu, zanim palnąłby głupotę za którą słono byśmy zapłacili - Chociaż nie jestem pewna czy takie coś w ogóle istnieje.
- Wiem, że było pole – ściszył głos i podszedł bliżej mnie – ale czytałaś drugą część prawda? Czego nauczyli Katniss ci stuknięci naukowcy?
- Cicho bądź, przecież nas słyszą i mogą wziąć to za rozważanie wszczęcia buntu – ale tak czy siak Zayn coś mi przypomniał. Pole ma słabe miejsca, przez które można 'przejść' lub je mocniej rozerwać. Oczywiście istnieje szansa, że skończymy tak jak Peeta albo i gorzej gdy próbował tam podejść – To niemożliwe. A teraz się pośpiesz, bo musimy wrócić do dziupli przed zmrokiem. Jeśli na tej arenie też są zmiechy jak w książkowej, to będziemy mieć spore kłopoty.
Podeszłam do kolejnego drzewa i mocno przejechałam kamieniem po jego korze, żeby wiedzieć którędy wracać. Ale to nie możliwe. Nie da się stąd uciec.. no nie?
Zayn trochę ucichł, odkąd zdeptałam jego ambicje, ale potem nakręcił się na nowo i znów zaczął trajlotać. Uciszałam go z 15 razy podczas godziny, którą przeszliśmy od rozmowy o polu magnetycznym. Gderał przejęty jak nie o tym, to o tamtym, co chwile zmieniając temat. Do tego jego gestykulacja płoszyła wszystkie zwierzęta. Nie ma to jak subtelność.
- Słyszałaś to? - powiedział nagle ciszej, porzucając dyskusje o istnieniu jednorożców.
- Co? W tym lesie usłyszeć można jedynie ciebie kretynie. - zatrzymałam się i wyczerpana oparłam się o drzewo.
- Jakby.. szuranie o liście. I sapanie. O nie, może władca jednorożców usłyszał jak mówiłem o tym że jego poddani to spasione, schizofreniczne świnie i teraz chce się na nas odegrać. Przepraszam, to tylko futro ich pogrubia, przepraszam!
- ZAYN ZAMKNIJ SIĘ DO CHOLERY JASNEJ ILE RAZY MAM CI MÓWIĆ!
Wydarłam się na niego zapominając o tym, że w lesie może się roić od wielu trybutów i nie tylko. Dobra, nie przemyślałam tego, ale przez jego bezsensowne trajkotanie nie mogę zebrać niczego w kupę.
Otworzył buzie chcąc już zaprotestować, ale zamiast cokolwiek powiedzieć trzymał ją szeroko otwartą i wpatrywał się we mnie z przerażeniem. Wiem, nie podobne do mnie żeby drzeć się jak stare prześcieradło pobrudzone jedzeniem Nialla, i teraz żałuje tego wybuchu złości.
- Zayn? Wszystko okej?
Nie odpowiedział, tylko pokręcił głową oddychając głośno. To mi się niezbyt podoba.
Potem wskazał na coś za moimi plecami.
Cała się najeżyłam, czując nawet jak włoski na plecach stają mi na baczność. Fala gorąca i adrenaliny oblała moje ciało, w uszach słyszałam przyśpieszony łomot serca, a ślina uwięzła w mojej szyi..
Setki czarnych myśli w ciągu kilku sekund przebiegają przez głowę, nogi wrastają w ziemie, a cały strach potęguje przeraźliwe sapanie za mną.
To nie ktoś, a coś jest za mną. A ta opcja jest jeszcze gorsza od mierzenia się z trybutem.
Potem wszystko przeleciało mi przed oczami, a ja jak na złość byłam pogrążona w letargu, przez co kiepsko było się ogarnąć i racjonalnie myśleć.
Odwracam się, jednak szybko zabieram głowę najeżona jeszcze większym strachem. Skaczę w stronę Zayna, o wiele bardziej osłupiałego ode mnie, i ciągnę go za sobą. Co mi pozostało do zrobienia? Biegnę na oślep, przewracam się, wstaję, znowu upadam, zaplątuje się o gałęzie, ale nadal staram się nie zwalniać tempa. Nie teraz. Nie tutaj. Nie z tym czymś na ogonie.
- Co to jest?! - wysapał Zayn, zaciskając mocno palce wokół mojego nadgarstka, co normalnie bolałoby jak diabli, ale teraz nie mam do tego głowy.
- Zmiechy. Na pewno. Widziałeś gdzieś trzymetrowego lwa, tygrysa czy czym tam to jest?
Wstrzymałam oddech i spojrzałam przez ramię. Trójka potworów biegła za nami, szczerząc kły i wydając przerażające dźwięki. To bestie zaprogramowane przez organizatorów na zabicie każdego trybuta jakiego napotkają na swojej drodze. Nie spoczną, póki nas nie dorwą.
Jedyna rzecz na naszą korzyść to pobyt w lesie. Zmiechy są tak duże, że przechodzenie między drzewami bądź co bądź sprawia im problem. Gdy zarośla rosną bardzo blisko siebie, muszą je staranować, a dzięki temu zyskujemy parę sekund przewagi.
Ale one suną jak tury, przewracają drzewa które są na ich drodze, nie przejmując się konsekwencjami. Zniszczenie nas jest ważniejsze niż ich życie.
- Zayn, nie możemy wyjść na żadną polanę, musimy schować się gdzieś gdzie nie zdołają wejść. - powiedziałam ledwo co, bo przez ścisk w gardle ciężko było mi cokolwiek wysapać.
Biegniemy już spory kawał czasu, a nogi powoli odmawiają mi posłuszeństwa. Bestie nie zwalniają, za to ja i Zayn owszem. Jedyne na czym możemy polegać to adrenalina która teraz płynie w naszych żyłach, bo dzięki niej w ogóle utrzymujemy się jeszcze na nogach.
- Cherry utrzymuj tempo! Już niedługo znajdziemy jakąś kryjówkę, spokojnie. - tym razem Zayn przejął dowodzenie, pociągnął mnie za ramię w lewo i kompletnie zmienił nasz kierunek. To chyba trochę zdezorientuje bestie. Mam nadzieje.

* Zayn *
Nie mogłem się teraz poddać. Nie czułem nóg, ale nie zwalniałem i co chwile krzyczałem do Cherry jakieś motywujące teksty. Teraz wiem, że na mnie liczy, bo sama opada z sił, więc nie mogę jej zawieść. Tylko co zrobić gdy na ogonie masz potwory, a wokół ani jednego miejsca gdzie mógłbyś się schować? W książce Katniss i Peeta weszli na Róg Obfitości, a jedyne wysokie punkty wśród nas to drzewa. Zmiechy które nas gonią z łatwością mogą je staranować.
- Zayn, przed nami rozwidlenie lasu i łąka! Musimy zawrócić, one tam nas dopadną, wiesz o tym!
Prawda. Przed nami jest polana, ale za nią coś w stylu gołoborza. Skały są tam wielkie, więc możemy się gdzieś schować. Chyba warto zaryzykować.
Pociągnąłem Cherry mocniej, a ta wyrywała się, klęła i krzyczała że chce nas skazać na śmierć, ale nie udało jej się wyrwać z mojego uścisku.
Mamy do przebiegnięcia około 400 metrów. Jeżeli będziemy sprężać..
- To nasz ostatni odcinek do pokonania. I ostatni jeżeli się uda, i ostatni jeżeli się.. nie uda. Biegnij jak najszybciej!
I stało się. Wraz z przekroczeniem granicy linii drzew poczułem się, jakby ktoś mnie rozebrał. Zero kamuflażu, zero miejsca do schowania się. Ale to nasza jedyna szansa.
I nagle stało się coś strasznego. Ze strony gołoborza wyszła reszta watahy zmiechów. Cherry zaczęła piszczeć, ściskając moją rękę strasznie mocno. A więc.. tak to się musi skończyć.
Idąc na arenę nie sądziłem, że zginę w taki sposób. Myślałem dzieła dopełni któryś z trybutów, ale ciągle miałem nadzieję, że może uda się nam wszystkim przeżyć. Tylko dzięki tej myśli nie postradałem zmysłów i nie podciąłem sobie żył ostrzejszym kamieniem. A jednak, kto postawił w zakładach na naszą śmierć przez rozczłonkowanie za sprawą tych kłów, wygra.
Okrążyły nas z wszystkich stron, tworząc mur i zasłaniając jakiekolwiek drogi ucieczki. Z ich gardeł wydostają się pomruki, a ja mam coraz większe wrażenie, że ich paszcze wykrzywiają się w kpiącym uśmieszku. Chyba już postradałem zmysły.
- Nigdy nie słuchasz tego, co do ciebie mówię. Nigdy. - Cherry cicho szlochała za moimi plecami. Oparła się swoimi o moje i splotła nasze ręce. - Pamiętasz jak schowałeś puszkę z colą do naszej zamrażalki ? Wybuchła, a razem z nią cały sprzęt się rozsadził. Cały czas gderałam żebyś tego nie robił.
- Cherry..
- Nie, nie. Wiesz, może to nawet lepiej. Cały czas robiłam wszystko żeby uciec od tego, co jest mi pisane. A przeznaczeniem wszystkich trybutów z wyjątkiem jednego jest śmierć. Może czas się s tym pogodzić.
Gdy jeden z 'lwów' wystąpił z szeregu, kazałem Cherry zamknąć oczy. Sam zrobiłem to samo i zacząłem się modlić, żeby nie bolało tak bardzo.
Nagle coś ze świstem przeszyło powietrze. Zmiechy zaczęły piszczeć, ale ich odgłosy z biegiem sekund zaczęły być mniej słyszalne.
- Jeju Zayn. To zasłona dymna.

* Cherry *

Nie mam pojęcia o co chodzi. Przecież organizatorzy chcą naszej śmierci, więc czemu zsyłają nam pomoc? Nagle doznali oświecenia?
Zayn złapał mnie za ramię, ciągnąc mocno w swoją stronę. Ciekawe skąd w ogóle wie gdzie idziemy, bo ja nawet nie widzę czubka swojego nosa.
- Staraj się nie oddychać dopóki nie wyjdziemy z tego dymu! - powiedział..zaraz. To nie jest głos Malika. On brzmi jak pomieszanie mamuta z wydrą, a ten ktoś..
To kobieta?
Nie mam pojęcia co teraz zrobić. Jeśli to jakiś wróg, to może mnie w każdej chwili zabić, ale.. dopiero co uratował mi życie. To byłoby bez sensu, chyba że to jakiś psychopata który lubi robić wszystko po swojemu.
Widoczność powoli stawała się lepsza, a kontury tajemniczej postaci coraz bardziej wyraźne. Jest szczupła. Tylko tyle mogę o niej powiedzieć.
Dym zaczął dawać się we znaki, bo zaniechanie oddychania utrudnia mi duszący kaszel. Substancja zaczęła atakować też moje oczy, bo strasznie pieką i zaczynają łzawić, a wszystko dookoła niekształtnie wiruje. I w kółko, i w kółko. Glimmer, co ty tu robisz?
Zaraz. Ellie ? One, tutaj? Z dwiema głowami? Od kiedy drzewa rosną na niebie?
- Cherry, teraz już oddychaj, jesteśmy na czystym powietrzu. Wdech i wydech. To trujący gaz, wywołuje halucynacje. - słowa karykatury Glimmer dudniły echem w mojej głowie, a mimo że zasłoniłam sobie uszy, nadal odbijały się o ściany czaszki. I znowu, i znowu.
Posadziła mnie na dużym głazie i zmusiła do włożenia głowy między nogi. Chyba nogi. Teraz kojarzą mi się z dwiema kłodami.
Naglę pisk w uszach ustał, a gdy podniosłam głowę widziałam wszystko aż nadto wyraźnie. Obok mnie siedział Zayn, który nadal trzymał łepetynę przy kolanach, a dziwolągi przeistoczyły się w prawdziwą Ellie i Glimmer, które od razu rzuciły się na mnie z dzikimi okrzykami.
- Wiedziałam że wreszcie się znajdziecie! Skoro was możemy odhaczyć z listy, został nam Liam, Niall, Louis, Harreh i Jane.- Ellie zaczęła piszczeć, krzyczeć i Bóg wie co jeszcze robić, zapominając kompletnie o zachowaniu jakiejkolwiek dyskrecji. Ale cieszyłam się z jej jazgotu mimo wszystko, i bardziej niż kiedykolwiek.
W drodze do kryjówki dziewczyn, opowiadaliśmy sobie to, co dotychczasowo spotkało nas na arenie. Ellie z Glimmer w porównaniu do nas wiodły spokojne życie. Podczas gdy wypłakiwałam dwa litry wody, uciekałam przed zmiechami i walczyłam z Dianną, one gromadziły zapasy, urządzały mieszkanie i – co najbardziej mnie zdziwiło – cały czas brały rzeczy z rogu obfitości. Oprócz naszej grupy jest jeszcze jedna, urzędująca właśnie w tamtej okolicy. Jedna odwracała ich uwagę, a druga dobierała się do zapasów. I tak w kółko. Zawodowcy z naszej areny mogą pozazdrościć książkowym sprytu. Jednak dzięki ich niezorganizowaniu teraz żyję, bo dziewczyny zgarnęły z rogu obfitości właśnie granaty dymne.
- Teraz w lewo i.. ta dam. Oto nasza kryjówka. - dziewczyny doprowadziły nas do wielkiego wodospadu, szczerząc się jak Niall do hamburgera.
- Co ja, syrena? Jak mamy mieszkać w wodzie? - zmęczenie dawało się we znaki, bo ledwo stałam na nogach. A teraz przeszłam kawał drogi żeby podziwiać wodospad.
- Zawsze mówisz że Zayn to kretyn, ale chyba ty też złapałaś tą chorobę – Ellie posłała mi sójkę w bok i pociągnęła mnie za sobą. Przeszliśmy przez wewnętrzną stronę wodospadu, wcale się nie mocząc i dotarliśmy do..
- Wow.. jaskinia. Nie wpadłbym na to.. nie słuchałem na geografii.
- Pewnie gapiłeś się w lusterko schowane w otworzonym piórniku, hę?
W środku było nawet przytulnie, tylko trochę wilgotno. Jaskinia była na tyle duża, że nie dość, że wszyscy się tu zmieściliśmy, to wcale nie było ciasno.
Byłam tak zmęczona biegiem, że nie przejmowałam się wczesną porą i od razu zadeklarowałam, że położę się spać. Dziewczyny wykradły z rogu duży plecak, którego użyłam jako poduszki. Miło od kilku dobrych dni się na czymś położyć. Nie jest to jasiek z jedwabiu, ale też wygodny.
- Cherry, wstawaj! - ktoś nagle mną potrząsnął. No super. Dopiero się położyłam, a ci już coś ode mnie chcą.
- Zayn, debilu, czego ty ode mnie chcesz co? Przed chwilą zamknęłam oczy.
- Aha.. fajnie wiedzieć. Nie żeby coś, ale jest ranek, a położyłaś się spać wczoraj po południu. Dziewczyny czekają już przed jaskinią, mamy znaleźć coś do jedzenia i iść nad jezioro.
Wcale nie czuje się jak osoba, która przespała tyle czasu. I teraz mam jeszcze uganiać się za wiewiórkami.. suuuper.
Wygramoliłam się za Zaynem z kryjówki i podeszłam do Ellie, która siedziała na dużym głazie i ostrzyła kamieniem długi patyk. Trochę się porozciągałam i od razu poczułam palące pragnienie. Chyba pójście nad jezioro nie będzie takie złe.
- To co, gdzie Glimmer?
- Przed chwilą zauważyła wielkiego oposa, ale uciekł więc pobiegła za nim. Może będziemy mieli świeże mięso na śniadanie – odpowiedziała nie odrywając się od pracy nad patykiem, który wcale nie przybierał kształtu ostrej dzidy. Tym raczej niczego nie upolujemy. - Mogłabyś nie szwendać się tak i na coś się przydać kotku. Kamieni masz tu pod dostatkiem, znajdź sobie jakiś ostrzejszy a potem zajmij się drugim patykiem.
Razem z Zaynem usiedliśmy obok niej i zajęliśmy się ostrzeniem gałęzi. Trochę rozplanowaliśmy dzisiejszy dzień, potem poplotkowaliśmy, czekając cały czas na powrót naszej przyjaciółki.

* Peter Vronsky - Reprise *

Nagle powietrze przeszył przeraźliwy krzyk. Cała się zjeżyłam, bo.. ten głos należał do jednej z nas.
- Glimmer.. GLIMMER! - Zanim zdążyłam dobrze zastanowić się nad tą całą sytuacją, Ellie wypruła w las jak z procy. Ruszyłam szybko za nią, a tuż obok mnie biegł Zayn.
Co chwile słyszeliśmy kolejne piski, które przeplatały się z krzykami zrozpaczonej El. Ja w głowie miałam tylko jedno – Oby nie było za późno.
Kilka sekund później ją dostrzegłam. Leżała na skale tuż obok przepaści, a nad nią klęczała Ellie.
Starałam się przekrzyczeć wszystkie moje myśli, spróbować się opanować, ale czarny scenariusz na dobre usadowił się w mojej głowie.
Glimmer umiera.
To było widać z daleka – kilka krótkich noży tkwiło w jej brzuchu, klatce piersiowej, szyi..
- Boże.. - nic więcej nie mogłam z siebie wydusić, klęcząc obok niej. Czułam jak łzy bezwładnie spływają mi po policzkach, a potem rozbijają się o twarz mojej przyjaciółki. Z jej ust sączyła się już krew, tak samo jak z licznych ran na całym ciele.
- Hej, nie beczcie jak małe dzieci. Przecież to tylko parę zadrapań, nie? Gorzej miałam po konfrontacji z kotem – mimo wszystko nadal się uśmiechała, delikatnie ściskając dłoń Ellie, która najbardziej przeżywała całą sytuacje. Cała się trzęsła i nie mogła nabrać oddechu – Zayn, musisz się zaopiekować dziewczynami, a wy musicie zaopiekować się nim, dobrze?
Pokiwałam lekko głową, strząsając przez to wielkie jak grochy krople z moich policzków. Ścisnęłam jej drugą dłoń, wtulając ją mocno w swoją szyję. Chcę zapamiętać wszystko : sposób, w jaki mówi, trzepocze rzęsami, śmieje się, i jak pachnie. Żadnego z tych wspomnień nie wypuszczę z mojej głowy, żeby czuć jej obecność mimo tego, że już odchodzi.
- Pamiętajcie że zawsze będę was kochała i nieustannie będę z wami. Coś jak anioł stróż, nie? Ale teraz..musicie znaleźć resztę naszej grupy. - jej oczy powoli zachodziły mgłą, usta całkowicie bledły, a oddech stał się strasznie płytki. Nie miała już sił, żeby cokolwiek głośno powiedzieć, dlatego cicho wyszeptała – Musicie to wygrać. Wszyscy. Przeciągnijcie na waszą stronę tylu trybutów, ile się da. Musicie wszcząć.. bunt – ostatnie słowo było ledwie słyszalne, ale zdołałam je wychwycić. Mam nadzieję że żadna kamera nie.
Jej powieki zaczęły opadać, powoli, jak w jakimś filmie. Gdy się zamknęły, miałam wrażenie że słyszę dźwięk metalowej bramy, uderzającej o posadzkę.
Ellie zaczęła krzyczeć. Policzkowała Glimmer, kazała się nie wygłupiać i natychmiast otworzyć oczy. Ja tylko siedziałam, i tempo wpatrywałam się w usta przyjaciółki, na których dopiero malował się uśmiech. Żywy, szczery uśmiech Glimmer.
- Nie rób mi tego! Nie możesz mnie tak po prostu zostawić, słyszysz?
Ellie opadła na wilgotną ziemie obok niej, zaczęła się sama bić i ciągnąć za włosy. Zayn szybko do niej podbiegł i złapał za oba nadgarstki, jednak ta zaczęła bo kopać i gryźć. Rozpacz, obłęd i szaleństwo – to słowa trafnie opisywało stan, w jakim się znajdowała. Ja tylko milczałam. Nie dlatego, że konanie mojej przyjaciółki nie jest dla mnie krzywdzące. Nie umiem tylko wydusić z siebie nic, bo nadal nie wierze w to, co się dzieje. Może Zayn wcale nie obudził mnie na polowanie. Może nadal śpie, a gdy wstanę Glimmer będzie obok. Zacznie żartować z moich brudnych ciuchów i zaspanych oczu.
Tak.
To musi być sen.
- Uspokój się, Ellie, wszystko będzie dobrze i..
- Jak mam się uspokoić?! Nic nie będzie dobrze, nie rozumiesz?! Ona więcej już nie otworzy oczu, ona umiera, nie obchodzi cie to?!
- Ale..
- Zamknij się debilu! Nienawidzę cie! Nienawidzę całego tego świata! - Ellie przestała się rzucać i bezwładnie opadła na Zayna – Dlaczego ona? Daje światu tylko uśmiech i dobro.. nigdy nie zrobiła nic złego.. to ja powinnam iść za tym oposem. Nie Glimmer.. kto jej to zrobił?- blondynka wybuchła jeszcze większym płaczem, wtulając się w ramie Zayna – Ja ją kocham. Nie tak, jak ty kochasz Liama czy Nialla. Tylko tak jak Jane.
Powietrze przeszył wystrzał z armaty.
Glimmer umarła.
**
KURDEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE
po 1 żal mi mnie
po 2 żal mi tego
i w ogóle nonono fsnaknkdbnkdj.
dobra. już się ogarniam xd troche głupio mi teraz przed wami, bo nie pisałam od.. 2 miechów? coś takiego. wiecie.. początek roku szkolnego.. mam po 5 testów w tygodniu pomimo ze to dopiero wrzesień (!!!) :C 
dobra nie będę się już rozwodzić. mam talent trwa a ja nie mam podzielnej uwagi x.x 
teraz szybko jeszcze odnośnie fabuły. tak, rozdział dziwny i mi też się niezbyt podoba. koleżanka odradzała mi ten wątek Glimmer x Ellie, ale chce tym opowiadaniem coś wnieść do życia czytelników. będę starała się w nim umieszczać różne postacie - ciemnoskóre, jasnoskóre, niepełnosprawne, pełnosprawne, grube, chude, hetero i homo - bo chcę wywalczyć trochę respektu i tolerancji. ostatnio tyle nienawiści jest w internecie, aż ciężko na to patrzeć.  ale nie chcę temu ulec i pokazać co o tym myślę. to tyle.
ten rozdział jest przedostatnim, podczas którego bohaterowie będą na arenie. jak pewnie niektórzy wywnioskowali, w przyszłym będzie rzeeeeź XD 
dobra lecę miśki, wybaczcie mi ten kiepski rozdział i długą przerwe. poprawie się, a przynajmniej sie postaram! anoanoano, i jeśli są jakieś błędy, to przepraszam :<
Av.x 

piątek, 17 sierpnia 2012

9. The greatest love - always the one that remains unfulfilled


* Cherry * 

Nienawidzę tego miejsca.
Nienawidzę przeczucia, że ktoś za mną idzie.
Nienawidzę myśleć czy w ogóle dożyje jutra.
Gdzie są moi przyjaciele? Ile zdołają wytrzymać? Czemu świat musi być taki zły?
Masa pytań krąży mi w głowie, a czarne scenariusze i wizja przyszłej śmierci wyciskają dławiące łzy z moich zmęczonych oczu. Chce być małą dziewczynką, bez ciężaru tego wszystkiego. Chce do domu. Chce do babci.
Znowu płaczę. Po raz kolejny gryzę się w rękaw kurtki, tłumiąc krzyk który od dawna chce wyjść z mojego gardła. Tak, mam świadomość że cały świat mnie ogląda, a organizatorom moje cierpienie przysparza wielką satysfakcję, której tak nie chciałam im dać. Plan był przecież inny. Miałam być twardą suką.
Ale nie umiem.
Wczoraj dobrze się trzymałam. Uratowałam Nialla, oddaliłam się od Rogu Obfitości, uciekłam przed napastnikami.. i nawet zdołałam się uśmiechnąć, gdy pokazałam środkowy palec do kamery ukrytej w korze drzewa. W porównaniu do dzisiejszego dnia, tryskałam entuzjazmem. Ale w nocy coś we mnie pękło.
Na czarnym niebie pojawiły się wtedy poduszkowce, z wielkimi ekranami wbitymi w boczne ściany zewnętrzne. Rozbrzmiał hymn, a potem pokazały się zdjęcia osób, które poległy tego dnia. I wtedy zdałam sobie sprawę, że to naprawdę się dzieje. Że to nie jest sen, nigdy nie był i nie będzie. Ta, to rzeczywistość i pora przyjąć to do swojej świadomości.
13 z 30 osób nie żyje. A gdzie te gadki o współpracy, buncie, gdzie uściski przed wyjściem na arenę ? GDZIE SIĘ PODZIAŁA TA ZJEDNOCZONA TRZYDZIESTKA?!
Znowu mam ochotę się wydrzeć.
Ale..
Jaki by nie był powód łez, w końcu trzeba otrzeć nos.
Siedząc tu i zawodząc nie utrzymam przy życiu moich przyjaciół. Trzeba zacząć działać.
Wstałam i jak najciszej potrafiąc zeszłam z drzewa. Gdzie teraz iść? I po co? Jaki mam obrać plan?
Znowu fala wątpliwości. A może lepiej usiąść i czekać na śmierć?
Trah. Na lewo ode mnie pękła gałąź.
Matko, zaraz umrę. Na pewno. Ktoś mnie zobaczył. Co mam teraz zrobić?
Trah Trah.
Odwróciłam się od źródła dźwięku, celowo nie patrząc w tamtą stronę i rzuciłam się biegiem w przeciwnym kierunku. Z tyłu las. Z przodu las. Z lewej i z prawej też drzewa.
Czyli jestem w kropce.
' Pozostańcie niezauważeni, przecież to żadna filozofia' Ta, Jane, JASNE. Rzeczywiście prościzna, a jak.
Sądząc po częstotliwości kroków za mną, goni mnie tylko jedna osoba. Więc nie jest źle. Teraz question of the day, podjąć walkę, poddać się, uciekać ile sił w nogach czy znaleźć szybko kryjówkę?
W kieszeni mam tylko garść korzonków, trochę kory i jakieś liście. Tym się nie obronie, no może przed wiewiórką. Chyba pozostaje mi bieg, ale z moją kondycją nie pociągnę za długo. Myśl Cherry, myśl.
Zaryzykowałam, odwróciłam się i..
Drobna postać blondynki dosłownie rzuciła się na mnie, wbijając pazury, choć prędzej tipsy w moją twarz. Nie, to nie jest miłe.
Już widzę te nagłówki gazet ' Zabita przez gwiazde serialu Glee, Dianne Agron'.
- Zostaw mnie! Przecież nic ci nie zrobiłam! - zmieniłam pozycje, bo tym razem ja usiadłam na niej i przytrzymałam jej ręce. Jak z jakiegoś porno story, nie?
- I co z tego, że nic? Zwycięzca może być tylko jeden, a jak będę cie miała z głowy, to prędzej ja mogę się nim stać!
- I na serio twierdzisz, że możesz nim być ty? Krucha dziewczynka? Dianna, nie daj się im zmanipulować. Oni chcą, żebyśmy się zabijali, a jak pokażemy że wcale nas to nie..
Przerzuciła mnie na plecy, i teraz ona siedziała na mnie. Super.
- Zamknij się! Nie ułatwiasz mi tego zadania!
Wymierzyła mi siarczystego policzka, a ja i tak nie mogłam nic zrobić, bo kolanami przygniotła mi ręce. Potem wyciągnęła nóż. Nie dobrze.
- Dianna proszę cie.
- Mówiłam coś, siedź cicho! Myślisz że pozbawianie kogoś życia to moje hobby? Myślisz, że tego chce? - jej oczy się zaszkliły, a ręce zaczęły drżeć.
Ckliwe, ale nie dam się zabić.
Podniosłam głowę i ugryzłam ją w rękę jak najmocniej potrafiłam. Zgodnie z moimi założeniami, głośno krzyknęła i wypuściła nóż. Już jest mój. Tuż na wyciągnięcie ręki. Jeszcze tylko trochę i ..
W uszach mi zapiszczało, a przed oczami zrobiło się ciemno. Minęła chwila zanim się zorientowałam, że sama zgarnęła ostrze i zaczęła mocno kopać mnie w głowę.
Przy jednym z serii jej zamachów nogą złapałam ją za stopę i z całej siły rzuciłam dziewczyną w bok. To nie w moim stylu i nawet nie przypuszczałabym, że będę zdolna do czegoś takiego. Fizycznie i psychicznie. Szczególnie, że chyba skręciłam jej nogę..
Wstała, mocno dysząc i ocierając krew z rozciętego czoła. Nie pozostanę jej dłużna, bo sama ledwo co dźwigam się na nogi i przygotowywuję się do odparcia ataku. Nie może mnie złamać. Nie może. Nie teraz.
Tak czy siak nie pokonam jej w walce. Na pierwszy rzut oka widać, że jest wysportowana, mimo swojej kruchości. A ja ostatni raz miałam w-f z 2 lata temu. So nice.
Nim się obejrzałam, skoczyła na mnie i mocno chwyciła za przegub. Ma w dłoni nóż. Ja patyk. Ta dam.
Obie ręce mam przez nią unieruchomione, moje nogi zaplątała o swoje, więc co mi pozostaje?
Wstrzymałam oddech i z całej pety rąbnęłam swoim czołem o jej. Cholera, jak to boli. Mogłam przypuszczać że to pójdzie w dwie strony.
Dianna przeraźliwie krzyknęła, puściła mnie i przytrzymała sobie krwawiące czoło dłonią. Wygląda na wściekłą. Teraz chyba pozbyła się resztki współczucia nade mną i gotowa jest mnie zabić. Sprawa zaczyna wyglądać jasno.. ona albo ja.
Znowu się na mnie rzuciła, ale tym razem podcięła mi nogę swoją i rąbnęłam twardo o ziemie. Z bólu mam mrówki w oczach. Ni stąd ni zowąd zaczęła okładać moją twarz i brzuch pięściami. Raz za razem.
- Dianna proszę cie.. - z ust wydobył mi się zduszony jęk, bo na więcej już mnie nie stać. Umrę. Umrę.
Usiadła okrakiem na moim brzuchu, nogami po raz kolejny zablokowała mi ręce, ale tym razem nie potrzebnie. Nie mam siły, żeby się ruszać, a co dopiero bronić. To koniec.
Tylu rzeczy nie zrobiłam. Tylu słów nie zdążyłam powiedzieć. Mam chociaż nadzieję, że moi bliscy nie będą tego widzieć. Że nie mają włączonego telewizora..
nie chce żeby babcia płakała.
- Przepraszam. Naprawdę przepraszam. Mam nadzieję że kiedyś mi wybaczysz, jak już się spotkamy.. tam.
Drżącą ręką zbliża nóż do mojej szyi. Nie oddycham. Nie myślę.
- Dianna – zdobyłam się na ostatnie słowa, które i tak były ledwo słyszalne. Może dlatego, że przygniata mnie całym ciężarem ciała, a może dlatego że mnie już wykończyła do reszty – Dajesz im satysfakcje zabijając mnie. Pomyśl..
- Przestań mi wciskać takie gadki! Mówiłam ci już, że nie ułatwiasz mi tego wszystkiego!
Z jej oczu zaczęły spływać łzy, które rozbryzgiwały się o moje policzki. Też chyba płaczę.
Nie wiem.
- Zastanów się, co z tego będziesz miała. - ciągnęłam, ledwo dając sobie z tym radę – Jak sądzisz, wygrana jest warta morderstwa? Przecież wiem, że nie jesteś taka. To oni chcą zrobić z nas tyranów. Przecież wiesz że mają na tym swój cel. Jeśli pozwolimy, żeby wszystko szło po ich myśli to osiągną to czego chcą. Świat oszaleje.
Głos uwiązł mi w gardle. Przed oczami robiło się na przemian czarno i biało. Dianna coś mówiła, ale nie byłam już w stanie tego usłyszeć. Chyba umieram.

**
Nie wiem ile czasu minęło odkąd zdałam sobie sprawę, że odzyskałam świadomość. Ciężko odróżnić mój poprzedni stan od jawy.
Na pewno nie jestem w niebie, bo przy poruszeniu choćby palcem cholernie mnie boli. Tak okropnie można się czuć tylko na Ziemi.
Oddycham, myślę, przełykam ślinę. Chyba żyję.
Co się stało, że Dianna mnie nie zabiła? Ktoś ją uprzedził i myśląc, że mnie już wykończyła, uśmiercił tylko ją? A może zlitowała się nade mną?
Boje się otworzyć oczu. Mam wrażenie że jak tylko to zrobię, zobaczę moje zmasakrowane ciało, albo trupa Dianny obok mnie. Tak serio to przyjemnie się leżało bez grama świadomości. Miła odskocznia od otoczenia, w którym ostatnio przebywam.
Dobra, nie mogę tak leżeć w nieskończoność. Otwórz oczy tchórzu.
Uchyliłam niepewnie jedną powiekę. Jest noc, a nad moją głową są liście..
Zaraz
nie przypominam sobie żebym była na drzewie.
Podniosłam się gwałtownie, co było bardzo złym pomysłem, bo moje ciało przeszył oszałamiający ból. Nie zdążyłam stłumić okrzyku który wyrwał się z mojego gardła. Jaka ja jestem głupia.. to tak jakbym wywiesiła bilbord z napisem ' Tu jestem trybuci, halo, słyszycie mnie?!'
- CHERRY, ZAMIERZAŁAŚ PRZESPAĆ CAŁY DZIEŃ?! Już miałem cię budzić, bo zanudzę się zaraz na śmierć! - Tuż nad moim uchem zacząć krzyczeć chłopak, którego głos od dawna znam.
- Boże, Zayn, nie strasz mnie tak i się nie drzyj!- przygryzłam wargę żeby nie krzyknąć z bólu przez ruch, i mocno się do niego przytuliłam. Chyba płaczę. Zresztą nic dziwnego. Niczego nie potrzebowałam teraz bardziej, jak moich przyjaciół. - i przepraszam, że nie wzięłam kart.
- Nie szkodzi, jakoś przeżyje. - powiedział, odwzajemniając uścisk.
On, jego kojący głos przy moim uchu, żelazne ramiona zamykające się wokół moich zbolałych pleców – tego potrzebowałam. Traktuje go jak starszego brata, a on mnie jak młodszą siostrę. Mam wrażenie, że jestem przy nim bezpieczna, że on mnie obroni, otrze łzy jak znowu się załamie i powie, że wszystko będzie dobrze, chociaż i tak będę wiedziała że sam nie do końca w to wierzy. Mam ochotę wykrzyczeć całemu światu, jak bardzo cieszę się, że on jest ze mną, ale zamiast tego szepcze cicho
- Zayn, dobrze że jesteś.
- Miałem właśnie to mówić. Oczywiście do ciebie, chociaż też dobrze że ja jestem, nie? Założę się że mają świetne ujęcia jak zdejmuje koszulkę przy jeziorze i polewam się wodą. Co za reklama, ' Ładnie i stylowo w każdych okolicznościach. Zachowaj świeżość nawet w środku dżungli. Rexona for men, niezawodny antyperspirant'
- Jakiś ty głupi, Malik – zaśmiałam się chyba po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna.- jak ty tu wytrzymałeś bez lusterka?
- No wiesz.. tafla wody to prowizoryczne lustro, nawet mnie wyszczupla, chociaż nie wiem czy to w ogóle możliwe.
Wiem, że Zayn nie ma ochoty na żarty, tylko próbuje mnie rozweselić, za co jestem mu ogromnie wdzięczna. Nie licząc moich siniaków i zadrapań czuje się o niebo lepiej.
Oderwałam się od niego i rozejrzałam po okolicy. Jesteśmy na małym klifie skalnym, tuż obok grubej gałęzi przez którą można wejść na drzewo. W jego pniu wydrążona jest wielka.. dziupla?
- To twoja robota?
- Nie żartuj. Potrzebowałbym piły mechanicznej, a pewnie nawet bym jej nie uniósł. Znalazłem ją wczoraj po południu, gdzieś tak z 3 godziny po wejściu na arenę. Do tego zrobiłem zasłonę z pnączy, którą zahaczam o urwaną gałąź nad wejściem do dziupli, na wypadek gdyby przechodził tędy jakiś trybut.
Pokiwałam głową, uśmiechając się szeroko. Nagle jednak przypomniałam sobie o bólu, Diannie i cały czar prysł.
- Zayn, jak mnie znalazłeś?
- Noo, więc.. – zmieszał się trochę, a energia z jego twarzy jakby uleciała – Rankiem znalazłem coś na kształt noża z kamienia i pomyślałem, że spróbuje zapolować. Jak się pewnie domyślasz niezbyt mi to wychodziło, ale byłem strasznie głodny więc nie dawałem za wygraną. Goniłem jakiegoś oposa przez dobre 10 minut, aż nagle usłyszałem głośny płacz. Powoli i po cichu gramoliłem się przez krzaki do źródła dźwięku i.. doszedłem do polanki na której leżałaś ty. Na tobie siedziała jakaś blondynka z nożem w ręku. Myślałem, że już nie żyjesz, bo miałaś zamknięte oczy. Byłem na przemian wściekły i zrozpaczony i już miałem tam wbiec i wyrwać cie z rąk tej blondi, kiedy nagle ona wstała i.. wbiła sobie nóż w serce. Serio.
Dianna nie żyje.
Dianna się zabiła.
Fala goryczy rozlewa się po moim ciele, a łzy radości zamieniają się w łzy smutku. Nikomu nie życzyłabym śmierci. A ona.. ona na to nie zasłużyła..
- Wtedy się mocno przeraziłem. Nie na co dzień widuje się samobójstwa. - ciągnął wstając – ale potem usłyszałem wystrzał z armaty i sobie coś przypomniałem. Każdy huk poprzedza śmierć trybuta, a ja tamtego ranka słyszałem tylko obwieszczający skonanie tej blondynki. Więc musiałaś żyć. Wziąłem cie na plecy i zawlokłem aż tutaj, przemyłem krew wodą ze strumyka i położyłem na tym klifie. Nie doniósłbym cie do dziupli, bo bym się wywalił i huknęliby z armaty jeszcze 2 razy. Wysoko tu. - spojrzał na mnie, kucnął i kciukiem otarł łzę spływającą samotnie po moim lewym policzku – Ona cie chciała zabić, Cher.
- I co z tego. Może próbowała, ale podświadomie tego nie chciała.
- Zadręczanie się tym nie zwróci jej życia. Chodź, idziemy na kolacje, założę się że umierasz z głodu.
Jedzenie to ostatnie o czym bym teraz pomyślała, ale przypomniawszy sobie o tym poczułam niemiłe ssanie w żołądku. Od wczorajszego ranka jadłam tylko parę korzonków i niewiele piłam, a Zayn w swojej dziupli zgromadził porządne zapasy i wodę w skorupach rozłupanego kokosa. Podczas gdy ja płakałam na drzewie, on nie próżnował.
Chłopak z trudem zawlókł ( bo inaczej nie da się tego nazwać) mnie do swojej kryjówki, słuchając moich przekleństw i jęków bólu. Dianna nieźle mnie poturbowała, bo wciąż ruch sprawia mi męczarnie.
Zjedzenie solidnej porcji orzechów, korzonków i owoców oraz napicie się porządnie wody trochę postawiło mnie na nogi. Zayn cały czas trajkotał i strasznie domagał się rozmowy, chociaż ja miałam już ochotę się znowu położyć. Nigdy go takiego nie widziałam.. częściej był cichy, ale ostatnie dni musiały dać mu nieźle w kość. Potrzebował czyjegoś towarzystwa.
Usiedliśmy więc 'w progach' dziupli i wtuleni w siebie zaczęliśmy wspominać zabawne sytuacje z naszego życia. Jesteśmy w tropikach, ale nocą zaczyna wiać tu siarczysty wiatr, więc dwa ciała blisko siebie dawały trochę ciepła. Potrzebowaliśmy tego fizycznie, ale i psychicznie.
- Cherry – zaczął nagle, troche poważniej niż wcześniej – powiedz mi proszę.. czy Jane mówiła coś o mnie?
- Co to za pytanie? Trajkocze o was częściej niż o wyprzedażach w galerii.
Specjalnie udaję kretyna, chociaż dobrze wiem o co chodzi Zayn'owi. On i Jane myślą, że jesteśmy albo głupi, albo ślepi. Te szepty, ulotne spojrzenia, częste spotkania sam na sam, 'przypadkowe' ocieranie się ramionami – na pierwszy rzut oka widać, że między nimi coś jest. Nie jestem pewna tylko czy to jest coś, czy może COŚ.
- No ale chodzi mi o coś.. szczególnego.
- I chcesz o tym gadać podczas gdy ogląda nas cały świat, hm?
- To i tak bez znaczenia. - trochę ściszył głos, a twarz przybliżył do mojego ucha – przecież i tak nie mamy pewności, że słowa Jane o przerwaniu igrzysk się sprawdzą. Nie chce umrzeć w nieświadomości.
Chyba ma racje. Ja też mam wiele pytań, które chciałabym zadań Zayn'owi, a możliwe że teraz mam jedną z ostatnich okazji żeby to zrobić. Czyli szykuje się wieczór zwierzeń. Szkoda że nie mam popcornu albo coli.
- Jane czuje do ciebie to co ty do niej. Jeśli miałeś wątpliwości, wystarczyło się przyjrzeć jak na ciebie patrzy. I skapnąć się w jaki sposób ty spoglądasz na nią.
Długo milczeliśmy, a jego oddech stał się szybszy i bardziej niespokojny. Wiem, że w środku toczy sam ze sobą walkę i stara się nie okazać słabości, czego dowodem jest jego roztrzęsiony głos
- Ja..chyba miałem nadzieję na taką odpowiedź, ale zadała mi więcej bólu, niż zadałaby informacja o tym że ona do mnie nic nie czuje. - pociągnął nosem i po paru minutach mówił dalej – Wiesz, na razie nic nie wskazuje na to, że się stąd wydostaniemy. A świadomość że nigdy nie zobaczę jak rozciera nadgarstki gdy się denerwuje, jak przygryza wargę gdy się skupia, albo jak w policzkach robią się jej małe wgłębienia gdy się uśmiecha.. to mi nie daje żyć. Zaraz zeświruje. Zmarnowałem szanse. Bałem się, że ona traktuje mnie jak zwykłego kolegę i nawet nie próbowałem czegoś zdziałać.
Znaczenie jego słów samą mnie boli. Wiem jak się czuje, a najgorsze jest to że nie mogę nic w tej sprawie zrobić. Objęłam go tylko mocniej i nic nie mówiąc, czekałam aż uśnie. Milczał długo i już miałam zaciągnąć go głębiej do dziupli, kiedy nagle się odezwał
- Harry pewnie to samo teraz czuje. Naprawdę nie widziałaś, co on wyprawiał? Jak w komedii romantycznej.
- Myślałam, że po prostu sobie żartuje i zachowuje się jak .. no..przyjaciel.
Hazza. W amoku tego wszystkiego nawet nie zdążyłam o nim pomyśleć. Tego, co zaszło przed wejściem na arenę, nawet nie przemyślałam. Wszystko biegło za szybko.
- Kochasz go?
- Cóż.. - długo zastanawiałam się nad doborem słów – kilka razy przyłapałam siebie na gapieniu trochę za długo w jego ślepia i fantazjowaniu na temat hazzowatych dołeczków. Lubie z nim przebywać i czuje się wtedy inaczej, niż w towarzystwie na przykład Louisa czy Liama, mimo że oni też są moimi przyjaciółmi. Ale to co się stało niedawno trochę namieszało mi w głowie i nie miałam czasu nawet ochłonąć. A czy go kocham.. na pewno jako przyjaciela, ale czy jak chłopaka jeszcze nie wiem.
- Harry czasem zachowuje się jak szczeniak, ale taki jego urok. Był niezłym babiarzem ale odkąd was poznaliśmy, przestał znikać na co drugą noc z domu i pojawiać się na okładkach z różnymi kobietami. - umilkł na chwile a potem dodał – Ale przyznaj że dobrze całuje.
- Jasne. - parsknęłam śmiechem, tak jak on – A skąd wiesz że dobrze? Próbowaliście?
I nagle umilkł, uniósł brew a jego usta wykrzywiły się w łobuzerskim uśmiechu. Boże, Zayn, o czym ja jeszcze nie wiem?!
- Kiedy?
- Rok temu. - zaśmiał się jeszcze głośniej na widok mojej miny- No co? Przecież to nie zbrodnia.
- Ale.. tylko ty i Harry czy wszyscy macie takie pobudki biseksualne, hm?
- Zgłupiałaś? To były żarty!- spojrzałam na niego udając obudzenie, przez co oboje znowu parsknęliśmy śmiechem – Byliśmy wtedy sami w studio nagraniowym, bo reszta poszła już do domu. Menadżer dał nam kare za to, że się spóźniliśmy. Mieliśmy siedzieć dłużej niż wszyscy i myśleć nad drugą zwrotką nowej piosenki. Nudziło nam się i dobrze wiedzieliśmy, że nic nie zdołamy napisać, więc poszwędaliśmy się po biurze i studio. Weszliśmy do gabinetu Paula żeby ponabijać się ze zdjęć na ścianie, aż nagle Harry znalazł pudełko dziwnych kart na biurku. Nie były takie zwyczajne, że król, walet i tak dalej, tylko ze sprośnymi pytaniami. Usiedliśmy tam, gdzie nie ma monitoringu żeby nie słyszeli jak odpowiadamy i zagraliśmy. Była moja kolej, więc Harry wyciągnął kartę. Było na niej ' Ile razy całowałeś się z osobom swojej płci?', więc ze śmiechem odpowiedziałem, że 3. Hazza dopytywał się z kim, więc powiedziałem że z Liamem, Niallem i Louisem, kiedyś graliśmy ze znajomymi w butelkę. Wtedy Harry był chory, więc nie wiedział o tym. Zgrywał obrażonego, że tylko jego takie coś pominęło i że jest jedynym 'nie ochrzczonym' członkiem One Direction, więc nachyliłem się.. i tak wyszło.
- Wow, myślałam że takie rzeczy robią tylko Harry i Louis. - odpowiedziałam bawiąc się suwakiem jego kurtki. - a.. ile trwał ten pocałunek ?
- Bo ja wiem. Nie był specjalnie długi ale...krótki też nie. - odchrząknął a potem dodał – to między mną a nim to była.. jakby zabawa. Spróbowanie czegoś innego. A to co łączy albo łączyło Harry'ego i Lou to nie jest żart. Nigdy się do tego otwarcie nie przyznali, ale wydaje mi się że kiedyś coś między nimi było.
Noc minęła spokojniej niż poprzednia, bo miałam świadomość, że tuż obok leży Zayn gotowy mnie obronić. Jednak mimo zmęczenia i tak nie mogłam szybko usnąć, bo rozmyślałam długo o Diannie i osobach, których zdjęcia wyświetliły się dzisiejszego wieczoru na poduszkowcu. Tego dnia zginęły 4 osoby, więc z gry wyleciała już ponad połowa.
Potem myślałam o Louisie i Harrym, a także o tym co zaszło między jednym z nich a Malikiem. Skarciłam siebie samą, gdy pomyślałam, że tamtego wieczoru w studio chciałabym być w skórze Zayn'a. 

** 

NO I JESTEM!
troche mi zeszło, ale bądźcie wyrozumiali, proszę :D Nie było mnie ok 11 dni bo wyjechałam z rodziną na wczasy, więc wszystko się opóźniło.Ale na/w Chorwacji jest masa rzeczy z 1D *____* koszulki, bransoletki, kubki i wiele więcej. Szkoda tylko że za takie kosmiczne ceny. 
I wiem, że powinnam wrócić z jakimś mega super rozdziałem a wciskam wam jakiś chłam. Nie, nie jestem zadowolona z tego wpisu. Jest rozwlekły i trochę ' płytko napisany', co sama czułam jak nad nim pracowałam. GOMEN :<
Co do fabuły, to wiem że dziwna była ta akcja z Dianną, ale musiałam opisać czyjąś śmierć. Nie mogłam zdecydować, czyją, więc wzięłam gazetę i wylosowałam przypadkową gwiazdę.
Jedna dziewczyna pytała się mnie, czy będę szczegółowo opisywać pobyt na arenie, ale odpowiedź brzmi nie. Sami widzicie po tym rozdziale. Nie chcę się zagłębiać zbyt szczególnie w tym wątku, bo nie każdemu on odpowiada.. 
Tak czy siak powtarzam po raz kolejny że igrzyska to dopiero wstęp, a z nimi będą  związane kolejne wydarzenia. Jakie, potem zobaczycie XD
Na koniec mojego monologu chciałabym bardzo podziękować osobom czytającym mój blog. To naprawdę wiele dla mnie znaczy i kocham garstkę ludków, którym moje wypociny się podobają. Na serio DZIĘKUJĘ za każde ciepłe słowo! :)
mam jeszcze wiele rzeczy do powiedzenia, ale siostra stoi nade mną i zaraz mnie pobije bo chce sie dostać do komputera XD jeszcze edytuję ten post i napiszę parę spraw, które chce żebyście znali. skoro to czytacie, to znaczy ze jeszcze tego nie zrobiłam.
Av. x