piątek, 17 sierpnia 2012

9. The greatest love - always the one that remains unfulfilled


* Cherry * 

Nienawidzę tego miejsca.
Nienawidzę przeczucia, że ktoś za mną idzie.
Nienawidzę myśleć czy w ogóle dożyje jutra.
Gdzie są moi przyjaciele? Ile zdołają wytrzymać? Czemu świat musi być taki zły?
Masa pytań krąży mi w głowie, a czarne scenariusze i wizja przyszłej śmierci wyciskają dławiące łzy z moich zmęczonych oczu. Chce być małą dziewczynką, bez ciężaru tego wszystkiego. Chce do domu. Chce do babci.
Znowu płaczę. Po raz kolejny gryzę się w rękaw kurtki, tłumiąc krzyk który od dawna chce wyjść z mojego gardła. Tak, mam świadomość że cały świat mnie ogląda, a organizatorom moje cierpienie przysparza wielką satysfakcję, której tak nie chciałam im dać. Plan był przecież inny. Miałam być twardą suką.
Ale nie umiem.
Wczoraj dobrze się trzymałam. Uratowałam Nialla, oddaliłam się od Rogu Obfitości, uciekłam przed napastnikami.. i nawet zdołałam się uśmiechnąć, gdy pokazałam środkowy palec do kamery ukrytej w korze drzewa. W porównaniu do dzisiejszego dnia, tryskałam entuzjazmem. Ale w nocy coś we mnie pękło.
Na czarnym niebie pojawiły się wtedy poduszkowce, z wielkimi ekranami wbitymi w boczne ściany zewnętrzne. Rozbrzmiał hymn, a potem pokazały się zdjęcia osób, które poległy tego dnia. I wtedy zdałam sobie sprawę, że to naprawdę się dzieje. Że to nie jest sen, nigdy nie był i nie będzie. Ta, to rzeczywistość i pora przyjąć to do swojej świadomości.
13 z 30 osób nie żyje. A gdzie te gadki o współpracy, buncie, gdzie uściski przed wyjściem na arenę ? GDZIE SIĘ PODZIAŁA TA ZJEDNOCZONA TRZYDZIESTKA?!
Znowu mam ochotę się wydrzeć.
Ale..
Jaki by nie był powód łez, w końcu trzeba otrzeć nos.
Siedząc tu i zawodząc nie utrzymam przy życiu moich przyjaciół. Trzeba zacząć działać.
Wstałam i jak najciszej potrafiąc zeszłam z drzewa. Gdzie teraz iść? I po co? Jaki mam obrać plan?
Znowu fala wątpliwości. A może lepiej usiąść i czekać na śmierć?
Trah. Na lewo ode mnie pękła gałąź.
Matko, zaraz umrę. Na pewno. Ktoś mnie zobaczył. Co mam teraz zrobić?
Trah Trah.
Odwróciłam się od źródła dźwięku, celowo nie patrząc w tamtą stronę i rzuciłam się biegiem w przeciwnym kierunku. Z tyłu las. Z przodu las. Z lewej i z prawej też drzewa.
Czyli jestem w kropce.
' Pozostańcie niezauważeni, przecież to żadna filozofia' Ta, Jane, JASNE. Rzeczywiście prościzna, a jak.
Sądząc po częstotliwości kroków za mną, goni mnie tylko jedna osoba. Więc nie jest źle. Teraz question of the day, podjąć walkę, poddać się, uciekać ile sił w nogach czy znaleźć szybko kryjówkę?
W kieszeni mam tylko garść korzonków, trochę kory i jakieś liście. Tym się nie obronie, no może przed wiewiórką. Chyba pozostaje mi bieg, ale z moją kondycją nie pociągnę za długo. Myśl Cherry, myśl.
Zaryzykowałam, odwróciłam się i..
Drobna postać blondynki dosłownie rzuciła się na mnie, wbijając pazury, choć prędzej tipsy w moją twarz. Nie, to nie jest miłe.
Już widzę te nagłówki gazet ' Zabita przez gwiazde serialu Glee, Dianne Agron'.
- Zostaw mnie! Przecież nic ci nie zrobiłam! - zmieniłam pozycje, bo tym razem ja usiadłam na niej i przytrzymałam jej ręce. Jak z jakiegoś porno story, nie?
- I co z tego, że nic? Zwycięzca może być tylko jeden, a jak będę cie miała z głowy, to prędzej ja mogę się nim stać!
- I na serio twierdzisz, że możesz nim być ty? Krucha dziewczynka? Dianna, nie daj się im zmanipulować. Oni chcą, żebyśmy się zabijali, a jak pokażemy że wcale nas to nie..
Przerzuciła mnie na plecy, i teraz ona siedziała na mnie. Super.
- Zamknij się! Nie ułatwiasz mi tego zadania!
Wymierzyła mi siarczystego policzka, a ja i tak nie mogłam nic zrobić, bo kolanami przygniotła mi ręce. Potem wyciągnęła nóż. Nie dobrze.
- Dianna proszę cie.
- Mówiłam coś, siedź cicho! Myślisz że pozbawianie kogoś życia to moje hobby? Myślisz, że tego chce? - jej oczy się zaszkliły, a ręce zaczęły drżeć.
Ckliwe, ale nie dam się zabić.
Podniosłam głowę i ugryzłam ją w rękę jak najmocniej potrafiłam. Zgodnie z moimi założeniami, głośno krzyknęła i wypuściła nóż. Już jest mój. Tuż na wyciągnięcie ręki. Jeszcze tylko trochę i ..
W uszach mi zapiszczało, a przed oczami zrobiło się ciemno. Minęła chwila zanim się zorientowałam, że sama zgarnęła ostrze i zaczęła mocno kopać mnie w głowę.
Przy jednym z serii jej zamachów nogą złapałam ją za stopę i z całej siły rzuciłam dziewczyną w bok. To nie w moim stylu i nawet nie przypuszczałabym, że będę zdolna do czegoś takiego. Fizycznie i psychicznie. Szczególnie, że chyba skręciłam jej nogę..
Wstała, mocno dysząc i ocierając krew z rozciętego czoła. Nie pozostanę jej dłużna, bo sama ledwo co dźwigam się na nogi i przygotowywuję się do odparcia ataku. Nie może mnie złamać. Nie może. Nie teraz.
Tak czy siak nie pokonam jej w walce. Na pierwszy rzut oka widać, że jest wysportowana, mimo swojej kruchości. A ja ostatni raz miałam w-f z 2 lata temu. So nice.
Nim się obejrzałam, skoczyła na mnie i mocno chwyciła za przegub. Ma w dłoni nóż. Ja patyk. Ta dam.
Obie ręce mam przez nią unieruchomione, moje nogi zaplątała o swoje, więc co mi pozostaje?
Wstrzymałam oddech i z całej pety rąbnęłam swoim czołem o jej. Cholera, jak to boli. Mogłam przypuszczać że to pójdzie w dwie strony.
Dianna przeraźliwie krzyknęła, puściła mnie i przytrzymała sobie krwawiące czoło dłonią. Wygląda na wściekłą. Teraz chyba pozbyła się resztki współczucia nade mną i gotowa jest mnie zabić. Sprawa zaczyna wyglądać jasno.. ona albo ja.
Znowu się na mnie rzuciła, ale tym razem podcięła mi nogę swoją i rąbnęłam twardo o ziemie. Z bólu mam mrówki w oczach. Ni stąd ni zowąd zaczęła okładać moją twarz i brzuch pięściami. Raz za razem.
- Dianna proszę cie.. - z ust wydobył mi się zduszony jęk, bo na więcej już mnie nie stać. Umrę. Umrę.
Usiadła okrakiem na moim brzuchu, nogami po raz kolejny zablokowała mi ręce, ale tym razem nie potrzebnie. Nie mam siły, żeby się ruszać, a co dopiero bronić. To koniec.
Tylu rzeczy nie zrobiłam. Tylu słów nie zdążyłam powiedzieć. Mam chociaż nadzieję, że moi bliscy nie będą tego widzieć. Że nie mają włączonego telewizora..
nie chce żeby babcia płakała.
- Przepraszam. Naprawdę przepraszam. Mam nadzieję że kiedyś mi wybaczysz, jak już się spotkamy.. tam.
Drżącą ręką zbliża nóż do mojej szyi. Nie oddycham. Nie myślę.
- Dianna – zdobyłam się na ostatnie słowa, które i tak były ledwo słyszalne. Może dlatego, że przygniata mnie całym ciężarem ciała, a może dlatego że mnie już wykończyła do reszty – Dajesz im satysfakcje zabijając mnie. Pomyśl..
- Przestań mi wciskać takie gadki! Mówiłam ci już, że nie ułatwiasz mi tego wszystkiego!
Z jej oczu zaczęły spływać łzy, które rozbryzgiwały się o moje policzki. Też chyba płaczę.
Nie wiem.
- Zastanów się, co z tego będziesz miała. - ciągnęłam, ledwo dając sobie z tym radę – Jak sądzisz, wygrana jest warta morderstwa? Przecież wiem, że nie jesteś taka. To oni chcą zrobić z nas tyranów. Przecież wiesz że mają na tym swój cel. Jeśli pozwolimy, żeby wszystko szło po ich myśli to osiągną to czego chcą. Świat oszaleje.
Głos uwiązł mi w gardle. Przed oczami robiło się na przemian czarno i biało. Dianna coś mówiła, ale nie byłam już w stanie tego usłyszeć. Chyba umieram.

**
Nie wiem ile czasu minęło odkąd zdałam sobie sprawę, że odzyskałam świadomość. Ciężko odróżnić mój poprzedni stan od jawy.
Na pewno nie jestem w niebie, bo przy poruszeniu choćby palcem cholernie mnie boli. Tak okropnie można się czuć tylko na Ziemi.
Oddycham, myślę, przełykam ślinę. Chyba żyję.
Co się stało, że Dianna mnie nie zabiła? Ktoś ją uprzedził i myśląc, że mnie już wykończyła, uśmiercił tylko ją? A może zlitowała się nade mną?
Boje się otworzyć oczu. Mam wrażenie że jak tylko to zrobię, zobaczę moje zmasakrowane ciało, albo trupa Dianny obok mnie. Tak serio to przyjemnie się leżało bez grama świadomości. Miła odskocznia od otoczenia, w którym ostatnio przebywam.
Dobra, nie mogę tak leżeć w nieskończoność. Otwórz oczy tchórzu.
Uchyliłam niepewnie jedną powiekę. Jest noc, a nad moją głową są liście..
Zaraz
nie przypominam sobie żebym była na drzewie.
Podniosłam się gwałtownie, co było bardzo złym pomysłem, bo moje ciało przeszył oszałamiający ból. Nie zdążyłam stłumić okrzyku który wyrwał się z mojego gardła. Jaka ja jestem głupia.. to tak jakbym wywiesiła bilbord z napisem ' Tu jestem trybuci, halo, słyszycie mnie?!'
- CHERRY, ZAMIERZAŁAŚ PRZESPAĆ CAŁY DZIEŃ?! Już miałem cię budzić, bo zanudzę się zaraz na śmierć! - Tuż nad moim uchem zacząć krzyczeć chłopak, którego głos od dawna znam.
- Boże, Zayn, nie strasz mnie tak i się nie drzyj!- przygryzłam wargę żeby nie krzyknąć z bólu przez ruch, i mocno się do niego przytuliłam. Chyba płaczę. Zresztą nic dziwnego. Niczego nie potrzebowałam teraz bardziej, jak moich przyjaciół. - i przepraszam, że nie wzięłam kart.
- Nie szkodzi, jakoś przeżyje. - powiedział, odwzajemniając uścisk.
On, jego kojący głos przy moim uchu, żelazne ramiona zamykające się wokół moich zbolałych pleców – tego potrzebowałam. Traktuje go jak starszego brata, a on mnie jak młodszą siostrę. Mam wrażenie, że jestem przy nim bezpieczna, że on mnie obroni, otrze łzy jak znowu się załamie i powie, że wszystko będzie dobrze, chociaż i tak będę wiedziała że sam nie do końca w to wierzy. Mam ochotę wykrzyczeć całemu światu, jak bardzo cieszę się, że on jest ze mną, ale zamiast tego szepcze cicho
- Zayn, dobrze że jesteś.
- Miałem właśnie to mówić. Oczywiście do ciebie, chociaż też dobrze że ja jestem, nie? Założę się że mają świetne ujęcia jak zdejmuje koszulkę przy jeziorze i polewam się wodą. Co za reklama, ' Ładnie i stylowo w każdych okolicznościach. Zachowaj świeżość nawet w środku dżungli. Rexona for men, niezawodny antyperspirant'
- Jakiś ty głupi, Malik – zaśmiałam się chyba po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna.- jak ty tu wytrzymałeś bez lusterka?
- No wiesz.. tafla wody to prowizoryczne lustro, nawet mnie wyszczupla, chociaż nie wiem czy to w ogóle możliwe.
Wiem, że Zayn nie ma ochoty na żarty, tylko próbuje mnie rozweselić, za co jestem mu ogromnie wdzięczna. Nie licząc moich siniaków i zadrapań czuje się o niebo lepiej.
Oderwałam się od niego i rozejrzałam po okolicy. Jesteśmy na małym klifie skalnym, tuż obok grubej gałęzi przez którą można wejść na drzewo. W jego pniu wydrążona jest wielka.. dziupla?
- To twoja robota?
- Nie żartuj. Potrzebowałbym piły mechanicznej, a pewnie nawet bym jej nie uniósł. Znalazłem ją wczoraj po południu, gdzieś tak z 3 godziny po wejściu na arenę. Do tego zrobiłem zasłonę z pnączy, którą zahaczam o urwaną gałąź nad wejściem do dziupli, na wypadek gdyby przechodził tędy jakiś trybut.
Pokiwałam głową, uśmiechając się szeroko. Nagle jednak przypomniałam sobie o bólu, Diannie i cały czar prysł.
- Zayn, jak mnie znalazłeś?
- Noo, więc.. – zmieszał się trochę, a energia z jego twarzy jakby uleciała – Rankiem znalazłem coś na kształt noża z kamienia i pomyślałem, że spróbuje zapolować. Jak się pewnie domyślasz niezbyt mi to wychodziło, ale byłem strasznie głodny więc nie dawałem za wygraną. Goniłem jakiegoś oposa przez dobre 10 minut, aż nagle usłyszałem głośny płacz. Powoli i po cichu gramoliłem się przez krzaki do źródła dźwięku i.. doszedłem do polanki na której leżałaś ty. Na tobie siedziała jakaś blondynka z nożem w ręku. Myślałem, że już nie żyjesz, bo miałaś zamknięte oczy. Byłem na przemian wściekły i zrozpaczony i już miałem tam wbiec i wyrwać cie z rąk tej blondi, kiedy nagle ona wstała i.. wbiła sobie nóż w serce. Serio.
Dianna nie żyje.
Dianna się zabiła.
Fala goryczy rozlewa się po moim ciele, a łzy radości zamieniają się w łzy smutku. Nikomu nie życzyłabym śmierci. A ona.. ona na to nie zasłużyła..
- Wtedy się mocno przeraziłem. Nie na co dzień widuje się samobójstwa. - ciągnął wstając – ale potem usłyszałem wystrzał z armaty i sobie coś przypomniałem. Każdy huk poprzedza śmierć trybuta, a ja tamtego ranka słyszałem tylko obwieszczający skonanie tej blondynki. Więc musiałaś żyć. Wziąłem cie na plecy i zawlokłem aż tutaj, przemyłem krew wodą ze strumyka i położyłem na tym klifie. Nie doniósłbym cie do dziupli, bo bym się wywalił i huknęliby z armaty jeszcze 2 razy. Wysoko tu. - spojrzał na mnie, kucnął i kciukiem otarł łzę spływającą samotnie po moim lewym policzku – Ona cie chciała zabić, Cher.
- I co z tego. Może próbowała, ale podświadomie tego nie chciała.
- Zadręczanie się tym nie zwróci jej życia. Chodź, idziemy na kolacje, założę się że umierasz z głodu.
Jedzenie to ostatnie o czym bym teraz pomyślała, ale przypomniawszy sobie o tym poczułam niemiłe ssanie w żołądku. Od wczorajszego ranka jadłam tylko parę korzonków i niewiele piłam, a Zayn w swojej dziupli zgromadził porządne zapasy i wodę w skorupach rozłupanego kokosa. Podczas gdy ja płakałam na drzewie, on nie próżnował.
Chłopak z trudem zawlókł ( bo inaczej nie da się tego nazwać) mnie do swojej kryjówki, słuchając moich przekleństw i jęków bólu. Dianna nieźle mnie poturbowała, bo wciąż ruch sprawia mi męczarnie.
Zjedzenie solidnej porcji orzechów, korzonków i owoców oraz napicie się porządnie wody trochę postawiło mnie na nogi. Zayn cały czas trajkotał i strasznie domagał się rozmowy, chociaż ja miałam już ochotę się znowu położyć. Nigdy go takiego nie widziałam.. częściej był cichy, ale ostatnie dni musiały dać mu nieźle w kość. Potrzebował czyjegoś towarzystwa.
Usiedliśmy więc 'w progach' dziupli i wtuleni w siebie zaczęliśmy wspominać zabawne sytuacje z naszego życia. Jesteśmy w tropikach, ale nocą zaczyna wiać tu siarczysty wiatr, więc dwa ciała blisko siebie dawały trochę ciepła. Potrzebowaliśmy tego fizycznie, ale i psychicznie.
- Cherry – zaczął nagle, troche poważniej niż wcześniej – powiedz mi proszę.. czy Jane mówiła coś o mnie?
- Co to za pytanie? Trajkocze o was częściej niż o wyprzedażach w galerii.
Specjalnie udaję kretyna, chociaż dobrze wiem o co chodzi Zayn'owi. On i Jane myślą, że jesteśmy albo głupi, albo ślepi. Te szepty, ulotne spojrzenia, częste spotkania sam na sam, 'przypadkowe' ocieranie się ramionami – na pierwszy rzut oka widać, że między nimi coś jest. Nie jestem pewna tylko czy to jest coś, czy może COŚ.
- No ale chodzi mi o coś.. szczególnego.
- I chcesz o tym gadać podczas gdy ogląda nas cały świat, hm?
- To i tak bez znaczenia. - trochę ściszył głos, a twarz przybliżył do mojego ucha – przecież i tak nie mamy pewności, że słowa Jane o przerwaniu igrzysk się sprawdzą. Nie chce umrzeć w nieświadomości.
Chyba ma racje. Ja też mam wiele pytań, które chciałabym zadań Zayn'owi, a możliwe że teraz mam jedną z ostatnich okazji żeby to zrobić. Czyli szykuje się wieczór zwierzeń. Szkoda że nie mam popcornu albo coli.
- Jane czuje do ciebie to co ty do niej. Jeśli miałeś wątpliwości, wystarczyło się przyjrzeć jak na ciebie patrzy. I skapnąć się w jaki sposób ty spoglądasz na nią.
Długo milczeliśmy, a jego oddech stał się szybszy i bardziej niespokojny. Wiem, że w środku toczy sam ze sobą walkę i stara się nie okazać słabości, czego dowodem jest jego roztrzęsiony głos
- Ja..chyba miałem nadzieję na taką odpowiedź, ale zadała mi więcej bólu, niż zadałaby informacja o tym że ona do mnie nic nie czuje. - pociągnął nosem i po paru minutach mówił dalej – Wiesz, na razie nic nie wskazuje na to, że się stąd wydostaniemy. A świadomość że nigdy nie zobaczę jak rozciera nadgarstki gdy się denerwuje, jak przygryza wargę gdy się skupia, albo jak w policzkach robią się jej małe wgłębienia gdy się uśmiecha.. to mi nie daje żyć. Zaraz zeświruje. Zmarnowałem szanse. Bałem się, że ona traktuje mnie jak zwykłego kolegę i nawet nie próbowałem czegoś zdziałać.
Znaczenie jego słów samą mnie boli. Wiem jak się czuje, a najgorsze jest to że nie mogę nic w tej sprawie zrobić. Objęłam go tylko mocniej i nic nie mówiąc, czekałam aż uśnie. Milczał długo i już miałam zaciągnąć go głębiej do dziupli, kiedy nagle się odezwał
- Harry pewnie to samo teraz czuje. Naprawdę nie widziałaś, co on wyprawiał? Jak w komedii romantycznej.
- Myślałam, że po prostu sobie żartuje i zachowuje się jak .. no..przyjaciel.
Hazza. W amoku tego wszystkiego nawet nie zdążyłam o nim pomyśleć. Tego, co zaszło przed wejściem na arenę, nawet nie przemyślałam. Wszystko biegło za szybko.
- Kochasz go?
- Cóż.. - długo zastanawiałam się nad doborem słów – kilka razy przyłapałam siebie na gapieniu trochę za długo w jego ślepia i fantazjowaniu na temat hazzowatych dołeczków. Lubie z nim przebywać i czuje się wtedy inaczej, niż w towarzystwie na przykład Louisa czy Liama, mimo że oni też są moimi przyjaciółmi. Ale to co się stało niedawno trochę namieszało mi w głowie i nie miałam czasu nawet ochłonąć. A czy go kocham.. na pewno jako przyjaciela, ale czy jak chłopaka jeszcze nie wiem.
- Harry czasem zachowuje się jak szczeniak, ale taki jego urok. Był niezłym babiarzem ale odkąd was poznaliśmy, przestał znikać na co drugą noc z domu i pojawiać się na okładkach z różnymi kobietami. - umilkł na chwile a potem dodał – Ale przyznaj że dobrze całuje.
- Jasne. - parsknęłam śmiechem, tak jak on – A skąd wiesz że dobrze? Próbowaliście?
I nagle umilkł, uniósł brew a jego usta wykrzywiły się w łobuzerskim uśmiechu. Boże, Zayn, o czym ja jeszcze nie wiem?!
- Kiedy?
- Rok temu. - zaśmiał się jeszcze głośniej na widok mojej miny- No co? Przecież to nie zbrodnia.
- Ale.. tylko ty i Harry czy wszyscy macie takie pobudki biseksualne, hm?
- Zgłupiałaś? To były żarty!- spojrzałam na niego udając obudzenie, przez co oboje znowu parsknęliśmy śmiechem – Byliśmy wtedy sami w studio nagraniowym, bo reszta poszła już do domu. Menadżer dał nam kare za to, że się spóźniliśmy. Mieliśmy siedzieć dłużej niż wszyscy i myśleć nad drugą zwrotką nowej piosenki. Nudziło nam się i dobrze wiedzieliśmy, że nic nie zdołamy napisać, więc poszwędaliśmy się po biurze i studio. Weszliśmy do gabinetu Paula żeby ponabijać się ze zdjęć na ścianie, aż nagle Harry znalazł pudełko dziwnych kart na biurku. Nie były takie zwyczajne, że król, walet i tak dalej, tylko ze sprośnymi pytaniami. Usiedliśmy tam, gdzie nie ma monitoringu żeby nie słyszeli jak odpowiadamy i zagraliśmy. Była moja kolej, więc Harry wyciągnął kartę. Było na niej ' Ile razy całowałeś się z osobom swojej płci?', więc ze śmiechem odpowiedziałem, że 3. Hazza dopytywał się z kim, więc powiedziałem że z Liamem, Niallem i Louisem, kiedyś graliśmy ze znajomymi w butelkę. Wtedy Harry był chory, więc nie wiedział o tym. Zgrywał obrażonego, że tylko jego takie coś pominęło i że jest jedynym 'nie ochrzczonym' członkiem One Direction, więc nachyliłem się.. i tak wyszło.
- Wow, myślałam że takie rzeczy robią tylko Harry i Louis. - odpowiedziałam bawiąc się suwakiem jego kurtki. - a.. ile trwał ten pocałunek ?
- Bo ja wiem. Nie był specjalnie długi ale...krótki też nie. - odchrząknął a potem dodał – to między mną a nim to była.. jakby zabawa. Spróbowanie czegoś innego. A to co łączy albo łączyło Harry'ego i Lou to nie jest żart. Nigdy się do tego otwarcie nie przyznali, ale wydaje mi się że kiedyś coś między nimi było.
Noc minęła spokojniej niż poprzednia, bo miałam świadomość, że tuż obok leży Zayn gotowy mnie obronić. Jednak mimo zmęczenia i tak nie mogłam szybko usnąć, bo rozmyślałam długo o Diannie i osobach, których zdjęcia wyświetliły się dzisiejszego wieczoru na poduszkowcu. Tego dnia zginęły 4 osoby, więc z gry wyleciała już ponad połowa.
Potem myślałam o Louisie i Harrym, a także o tym co zaszło między jednym z nich a Malikiem. Skarciłam siebie samą, gdy pomyślałam, że tamtego wieczoru w studio chciałabym być w skórze Zayn'a. 

** 

NO I JESTEM!
troche mi zeszło, ale bądźcie wyrozumiali, proszę :D Nie było mnie ok 11 dni bo wyjechałam z rodziną na wczasy, więc wszystko się opóźniło.Ale na/w Chorwacji jest masa rzeczy z 1D *____* koszulki, bransoletki, kubki i wiele więcej. Szkoda tylko że za takie kosmiczne ceny. 
I wiem, że powinnam wrócić z jakimś mega super rozdziałem a wciskam wam jakiś chłam. Nie, nie jestem zadowolona z tego wpisu. Jest rozwlekły i trochę ' płytko napisany', co sama czułam jak nad nim pracowałam. GOMEN :<
Co do fabuły, to wiem że dziwna była ta akcja z Dianną, ale musiałam opisać czyjąś śmierć. Nie mogłam zdecydować, czyją, więc wzięłam gazetę i wylosowałam przypadkową gwiazdę.
Jedna dziewczyna pytała się mnie, czy będę szczegółowo opisywać pobyt na arenie, ale odpowiedź brzmi nie. Sami widzicie po tym rozdziale. Nie chcę się zagłębiać zbyt szczególnie w tym wątku, bo nie każdemu on odpowiada.. 
Tak czy siak powtarzam po raz kolejny że igrzyska to dopiero wstęp, a z nimi będą  związane kolejne wydarzenia. Jakie, potem zobaczycie XD
Na koniec mojego monologu chciałabym bardzo podziękować osobom czytającym mój blog. To naprawdę wiele dla mnie znaczy i kocham garstkę ludków, którym moje wypociny się podobają. Na serio DZIĘKUJĘ za każde ciepłe słowo! :)
mam jeszcze wiele rzeczy do powiedzenia, ale siostra stoi nade mną i zaraz mnie pobije bo chce sie dostać do komputera XD jeszcze edytuję ten post i napiszę parę spraw, które chce żebyście znali. skoro to czytacie, to znaczy ze jeszcze tego nie zrobiłam.
Av. x